Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Kornel

Sławomir Najnigier

 

Kornel był oryginałem. Zawsze chodził własnymi drogami. W polityce, w życiu rodzinnym i towarzyskim. Różnił się obyczajami. Żył po swojemu, jak wybrał i chciał.

Pierwszą anegdotę usłyszałem o Nim w roku 1978. Mój kolega ze stancji, student chemii, miał kartkówkę z matematyki. Duża sala audytoryjna Politechniki Wrocławskiej. Młody asystent rozdaje karki z zadaniami. Po czym rozkłada na katedrze duży, zimowy płaszcz, bodaj rudy, grzecznie mówi: – „To ja się na chwilę zdrzemnę”, zdrzemnął się i – ku zdziwieniu wszystkich – obudził pod koniec zajęć z punktualnością zegarka, zebrał w milczeniu kartki i wyszedł.

W grudniu 1979 roku, w 9-tą rocznicę buntu stoczniowców, poznałem Go osobiście. Trwała łapanka na wrocławską opozycję i niewielu nas zostało na wolności. Ulotki przyniósł prosto z drukarni, umorusany po łokcie w farbie drukarskiej, dr Kornel Morawiecki.

Nie był wzorem cnót wszelakich. W wielu sprawach miał coś z hipisa. Miał lekceważący stosunek do dobór doczesnych, ubioru, konwenansów. Standard jego komunalnego mieszkania w starej kamienicy – z przydziału, a nie z wyboru – robił wrażenie nawet w czasach siermiężnego socjalizmu. To mieszkanie, z węglowym piecem, z garami na kuchni i rozwieszonym praniem, przypominało robotnicze mieszkanie z końca 19 wieku. Za tym piecem wymieniało się papier do druku lub bibułę. Gotowa sceneria do filmu o początkach ruchu robotniczego.

Był świetnym, inteligentnym i ciepłym rozmówcą. Dla ludzi był pogodny i przyjazny. Przez lata o nich pamiętał. W czasach jednorazowych i utylitarnych relacji między ludźmi, miał szacunek do starych znajomych. Bardzo Kornela lubiłem.

Matecznikiem Kornela była Politechnika Wrocławska. Pod koniec lat 70. i lata 80. Politechnika, obok Uniwersytetu, stała się ważnym punktem opozycji demokratycznej. Od początku nie było jednego, dominującego nurtu. Poglądy polityczne były zróżnicowane. Inicjatywy się przenikały. Powiązania towarzyskie tworzyły nieformalną siateczkę, która dla wtajemniczonych nie zawsze była czytelna. Znaliśmy się, różniliśmy się pięknie i współpracowaliśmy. Duch przyjaźni był silniejszy od ducha nienawiści.

W latach 80. po upadku legalnej „Solidarności” Politechnika wyrosła na jedno z najsilniejszych miejsc oporu na Dolnym Śląsku; była intelektualnym i organizacyjnym zapleczem wielu ruchów. Kornel uczestniczył w tym światku na swoich zasadach, nawet wtedy, gdy przez 6 lat musiał się ukrywać. Tu miał swoją bazę i oparcie.

Do 1980 roku rozwijała się tu cienkim strumieniem pomoc radomskim robotnikom, Komitet Obrony Robotników (1976) i KSS „KOR”, prasa opozycyjna, Studencki Komitet Solidarności i wrocławski Klub Samoobrony Społecznej „KOR”. Po sierpniu 1980 – działalność silnej wśród pracowników „Solidarności” i silnego wśród studentów Niezależnego Zrzeszenia Studentów. W stanie wojennym ludzie Politechniki tworzyli wszystkie możliwe struktury podziemne. W jednym pokoju knuł Regionalny Komitet Strajkowy „Solidarność”, w drugim „Solidarność Walcząca”, w trzecim NZS. Wszystko było słychać przez ścianę.

Kornel wybrał życie politycznego wojownika. Miał swój polityczny sen o Niepodległej. Miał też sen utopijny – o Solidarnej Polsce, o Szczęśliwym Świecie. Dla Niego najważniejsza była Wolna Polska i świat pełen szczęśliwych ludzi („Wszyscy ludzie będą braćmi tam, gdzie twój przemówi głos”). To był jego wybór, którego się trzymał.

Swój polityczny bunt zaczynał udziałem w strajkach studenckich w marcu 1968, za Władysława Gomułki. Protestował, gdy Polska spała – w 1968 w obronie Czechów, w 1970 w obronie robotników Wybrzeża. Prawdziwą aktywność rozwinął na Politechnice Wrocławskiej po 1976 roku, w czasach upadającego Edwarda Gierka. Z tego okresu Go znałem. Za panowania Wojciecha Jaruzelskiego, po stworzeniu „Solidarności Walczącej”, stał się postacią znaną w całej, opozycyjnej Polsce. Nie był tak popularny, jak Wałęsa, Frasyniuk czy Bujak.

Kornel głosił specyficzne, niezbyt popularne w głównym nurcie opozycyjnym, poglądy. Na rzeczywistość polityczną patrzył trochę manichejskim, zero-jedynkowym, spojrzeniem. Jego poglądy były mieszaniną antykomunizmu, utopijnego solidaryzmu społecznego (między ludźmi i narodami), liberalizmu i socjalizmu. Walczył z sowietyzmem, ale lubił Rosjan. Walczył o własność prywatną, ale nie lubił wolnego rynku. Utopijnie marzył o zgodzie narodów i ludzi, ale przez swój radykalizm poglądów, zawieranie kompromisów z rzeczywistością nie było w Jego stylu. To nie jest dobra cecha polityka. W praktyce oznaczało to, że był poza głównym nurtem wydarzeń. Najpierw miał dystans do warszawskiego KSS „KOR”, potem – do legalnej i nielegalnej „Solidarności”. Był niechętny, a później wrogi Lechowi Wałęsie. Działał obok.

Myślał długofalowo o budowie środowiska. U siebie był niekwestionowanym, szanowanym liderem. W opozycji, mimo odmienności, nigdy nie był singlem. Był „stadny”. Miał swój autorski program obalenia komunizmu i do niego zachęcał innych. Osobistym urokiem potrafił zarażać ideą innych ludzi. Konsekwentnie budował odrębne struktury, zaczynając od własnej poligrafii (ok. 1978) i „Biuletynu Dolnośląskiego” (1979).

Był utalentowanym organizatorem. Największym jego przedsięwzięciem była „Solidarność Walcząca”. Kto pamięta realia stanu wojennego, wie, ile trzeba było odwagi i determinacji, aby wydać jedną podziemną gazetę. SW stworzyło krajową siatkę drukarni i wydawnictw. Niektórzy mówią, że w „Solidarności” był rozłamowcem. Nie jest to prawda – SW zbudował samodzielnie, od podstaw, obok „Solidarności”.

Miał dobrą rękę do doboru ludzi, którzy byli lojalni w najciemniejszych czasach stanu wojennego. Przez wiele lat Kornel był w położeniu beznadziejnym, stając się zwierzyną łowną wojskowych i cywilnych służb bezpieczeństwa. Choć sam był mistrzem kamuflażu i ukrywania się, przetrwał w podziemiu dzięki oddanym ludziom, których wybrał. Struktury budował w oparciu o więzi osobiste, z ludźmi ideowymi, zaufanymi i zdeterminowanymi. Sam był ideowy i zdeterminowany, i takimi ludźmi się otaczał. Najważniejsi Jego współpracownicy wywodzili się ze środowisk naukowych.

W tym co robił, mówiąc językiem współczesnym, był samcem alfa. W „Biuletynie Dolnośląskim”, który stworzył w 1979 m.in. z Janem Waszkiewiczem i Januszem Łojkiem, teksty innych autorów nie tylko drukował, zamykając się na wiele dni w podziemnej drukarni, ale poprawiał je, zgodnie ze swoimi poglądami. Czasami autorzy nie poznawali swoich tekstów. Jeszcze przed Sierpniem 1980 roku mówiło się, że w Biuletynie w sprawach tekstów ostatnie słowo ma Drukarz. W „Solidarności Walczącej” Drukarzem był do końca.

Nie marzył o nazwisku na afiszu. Przez wiele lat Kornel działał z drugiego rzędu, z ukrycia. W sytuacjach krytycznych uruchamiał potencjał całego swojego środowiska. Tak było w czasie wrocławskich strajków w sierpniu 1980 roku. Kiedy trzeba było, pomagał wszystkim, bez względu na różnice poglądów. Kiedyś zamówiłem u Niego druk książki Miltona Friedmana, zwolennika superliberalnej gospodarki. Wydrukował, choć Friedman miał się tyle do Jego ulubionej Solidarnej Polski, co pięść do nosa.

Kornel – jako jeden z niewielu – nie uległ radości „karnawału Solidarności”, bo uważał, że karnawał się skończy. I – w przeciwieństwie do „Solidarności” – utrzymywał tajne struktury i poligrafię. Po wprowadzeniu stanu wojennego, dzięki Kornelowi, „Solidarność” szybko odbudowała gazetkę „Z dnia na dzień”.

W polityce Kornel konsekwentnie był „na prawo” od głównego nurtu opozycji. Opozycja warszawska, a później „Solidarność”, taktycznie nie poruszała sprawy pełnej niepodległości Polski. W tamtych czasach była to świadoma gra i taktyka. Kornel takich zahamowań nie miał. Był antykomunistyczny od początku do końca. Zawsze uważał, że nie można wchodzić w interakcje z komunistycznymi władzami. Żaden taktyczny kompromis Go nie interesował.

Kornel działał non violence, bez przemocy. Jak wszyscy. Taki był standard. Nikt nie myślał o powtórzeniu akcji Piłsudskiego pod Bezdanami. Niemniej, przez opozycyjny mainstream był uważany za radykała. Kornel był politycznym odmieńcem. Jeszcze przed stanem wojennym został zatrzymany pod zarzutem podważania sojuszu z ZSRR. Wspierał radykalny nurt „Solidarności”. W stanie wojennym zbudował organizację, inspirowaną Armią Krajową. Z przysięgą, z procedurami bezpieczeństwa. Umówienie się z Kornelem w podziemiu przypominało szpiegowski thriller. Nie wahał się przed budową kontrwywiadu i organizacją podsłuchów (organizowali go głównie pracownicy Politechniki). Nie wahał się ciągnąć rosyjskiego lwa za wąsy. Uważał, że ideę solidarności należy szerzyć wśród narodów Europy Wschodniej. Próbował eksportować polską rewolucję. Nic dziwnego, że interesowały się Nim komunistyczne służby bezpieczeństwa wielu krajów.

Kornel był politycznym pechowcem. Miał dużo determinacji w odzyskaniu Niepodległości. Poświęcił na to pół dorosłego życia. Historia jednak tak chciała, że wagonik z napisem Niepodległość odjechał bez Niego. To ludzie, których On uważał za mięczaków lub komunistów, mieli większy wpływ na odzyskanie Niepodległości, niż on. To Lech Wałęsa był przywódcą dusz i ambasadorem Wolnej Polski na Zachodzie. I to Lech Wałęsa wyprowadził Armię Czerwoną z Polski do Rosji, o czym Kornel marzył. To politycy z innej bajki – solidarnościowej i postkomunistycznej – wprowadzili Polskę do NATO i Unii Europejskiej. Opowiadanie, że Niepodległość Polski zaczęła się w 2015 jest bajką dla ciemnego ludu, na otarcie łez.

Po roku 1989 Kornel długo kontestował tę realną Polskę, o którą tak walczył. Nie podobała Mu się. Upadł Jego ulubiony solidaryzm. Niepodległość Polski była procesem, a nie jednorazowym aktem stworzenia. Jako polityk nie miał realnego wpływu na rzeczywistości. Był zawiedziony. Chciał Polski idealnej, a ta była, jaka była. Jak w piosence Jacka Kaczmarskiego:

„Odnalazłem klasę całą – na wygnaniu, w kraju, w grobie
Ale coś się pozmieniało: każdy sobie żywot skrobie.”

Nie jest to dobry moment na analizy „co się stało z naszą klasą”, co się stało z Kornelem po roku 1989, dlaczego trafił do ruchów radykalnych. Pewnie byśmy się różnili w wielu ocenach. Jak zawsze.

W normalnym kraju, przy Jego talentach, Kornel byłby pewnie profesorem nauk ścisłych. Dla Wolnej Polski porzucił karierę naukową i wybrał drogę rewolucjonisty, tracąc przy okazji życie osobiste i rodzinę. Poświęcił wiele, ryzykował wszystkim. Jak piosence Legionów:

„Legiony to żołnierska nuta,
Legiony to ofiarny stos.
Legiony to rycerska buta,
Legiony to straceńców los.
(…)
Na stos rzuciliśmy nasz życia los,
Na stos, na stos.”

Przynajmniej pogrzeb miał królewski.

Wrocław, 5.10.2019