Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Krasnoludki i gamonie. List otwarty do Prezydenta Wrocławia dr. Rafała Dutkiewicza

Waldemar Fydrych

Waldemar Major Fydrych i happaning na Świdnickiej. Fot. Wiesław Dębicki

Szanowny panie Prezydencie

Informuję, że zarządzany przez Pana Magistrat coraz bardziej wygląda na grupę przestępczą raczej, niż na instytucję zaufania publicznego. Widać szczególnie to na sali sądowej, gdzie od siedmiu lat toczy się mój proces z Gminą Wrocław. Dotyczy on grafiki „Krasnoludka” używanej niegdyś przez Gminę w celach promocyjnych, co naruszało moje prawa autorskie. Pomimo starań Pana adwokatów i pracowników zostało to już udowodnione w Sądzie. W rezultacie Pan był zobowiązany mnie przeprosić publicznie, a wyrok się uprawomocnił. Obecnie toczy się dalszy etap sprawy o wysokość zadośćuczynienia, które winna mi jest Gmina Wrocław. Wychodzą znów na jaw różne niespodziewane fakty. Dla przykładu: 5 maja tego roku podczas jednej z rozpraw okazało się, że Gmina nie udostępniła biegłemu sądowemu kompletu materiałów niezbędnych do wyceny roszczeń. Sąd zobowiązał Gminę, by w przeciągu miesiąca dostarczono Sądowi dokumenty takie jak faktury na ponad milion złotych stanowiące rozliczenia programów miejskich, w których występował „Krasnoludek”. Są to dokumenty, które Gmina jest zobowiązana posiadać zgodnie z ustawą o finansach publicznych. A przecież ukrywanie dowodów, niszczenie, fałszowanie, zacieranie śladów jest karalne.

Sąd Okręgowy mimo braku wspomnianych dokumentów w dniu 3 lipca br., aby nie przeciągać procesu, wydał kompromisowy wyrok, który w części oparł na własnym rozpoznaniu sprawy. Sąd wykazał i tak wiele cierpliwości. Wcześniej wysłuchiwał składane pod przysięgą ekscentryczne i fałszywe zeznania Pańskich pracowników. I o ile osobliwe wywody wspomnianych pracowników o pochodzeniu wrocławskich krasnoludków może dałoby się wytłumaczyć prokuraturze kolorowymi papierami, tak ukrywania dokumentów, nie wykonywania zobowiązań sądowych nie da wytłumaczyć się medycznie.

Dalsze prowadzenie tego procesu jest niekorzystne tak dla mnie, jak i Gminy Wrocław. Ja tracę zdrowie, a Gmina publiczne pieniądze. Wygrywa na tym jedynie wasz doradca prawny, profesor Markiewicz z Krakowa, który dzięki temu zarabia bardzo konkretne pieniądze podatników wrocławskich.

Teraz Gmina złożyła apelację, co sprawiło, iż my też musieliśmy ją złożyć. 31 grudnia mija termin, kiedy część tych dokumentów mogłaby ulec zniszczeniu zgodnie z upływem pięcioletniego obowiązku ich przechowywania. Przestrzegam przed taką pokusą. O sprawie brakujących dokumentów nie tylko wie już Sąd, ja i Pan oraz pańscy prawnicy. Teraz informuję o tym też publiczność. Można by się tylko zastanowić, kto jeszcze tego nie wie. Dlatego radzę uczciwie zabezpieczyć te dokumenty, niezwłocznie przekazać je Sądowi i pozwolić naliczyć należność, a nie dalej udawać, że głowa jest w piasku. Raczej nikt nie uwierzy po tym liście, że jest Pan strusiem.

Z poważaniem
Major Waldemar Fydrych

Ps. W szczególności Gmina Wrocław nie dostarczyła kompletu dokumentów dotyczących:

I. programów edukacji zdrowotnej, w szczególności:
1. dotacji na rzecz podmiotu prywatnego w ramach dwuletniego programu realizowanego w latach 2010 i 2011 przez stowarzyszenie Forum Medicum (KRS: 0000197481, NIP: 8982040139, REGON: 932983320) na podstawie umowy D/WZD/931/2010-2012, w skład którego wchodzą następujące dotacje:
a) dotacja w kwocie 300 000,00 PL, pozycja 525 na liście umów jednorocznych 2010, data rozpoczęcia realizacji zadania 01.09.2010
b) dotacja w kwocie 300 000,00 PLN, pozycja 73 na liście umów wieloletnich 2011 w kwocie 300 000,00 PLN, data rozpoczęcia realizacji zadania 01.09.2010

oraz
2. dotacji na rzecz podmiotu prywatnego w ramach dwuletniego programu realizowanego także przez stowarzyszenie Forum Medicum w latach 2012-2014 na podstawie umowy D/WZD/1142/1/2012-2014, w skład którego wchodzi dotacja w kwocie 440 500,00 PLN, pozycja 95 na liście umów wieloletnich 2012

a także

II. programu szkoleń z pierwszej pomocy realizowanego przez Wydział Zdrowia UM Wrocław w pierwszym półroczu 2012 r.
III. portalu wroclove2012.com, realizowanego przez firmę Dynamicom, który to portal funkcjonował w okresie od połowy roku 2010 do końca roku 2012, szacowany koszt realizacji powyżej 1 miliona złotych.

Rafał Dutkiewicz na inauguracji World Games we Wrocławiu. Fot. Maciej Kulczyński

Reklamy


1 komentarz

Krasnoludki i gamonie. Chciałem ponownie być chuliganem

Waldemar Fydrych („Major”)

Agnieszka Couderq-Kubas i Major Waldemar Fydrych fot. Martin Mair

Od ośmiu lat nie oglądam telewizji, co jest dobre ze względów zdrowotnych. Od tego czasu telewizja stopniowo przestała mnie też oglądać na żywo lub prawie na żywo. Prawdopodobnie bywam jako zmumifikowana postać z rzadka w programach kulturalnych lub historycznych. Ostatnio jednak pojawiłem się w programie „Spotkanie z Chuliganem”.

Jest to program prowadzony w TV Republika przez Piotra Lisiewicza, audycja jest nagrywana w dawnym bunkrze gaulajtera na półżywo czyli jednego dnia wizyta w studio, za kilka dni jesteś na antenie. Same przygotowanie audycji było dla mnie nie lada wydarzeniem. Najpierw musiałem przed samym sobą przyznać się, że się zdeklasowałem. Że upadłem jako były chuligan na dno. Nikomu nie wpieprzyłem od bardzo dawna, nie uczestniczyłem w żadnej bójce. Zastanawiałem się, co zrobić, jak podreperować swoją reputację jeszcze przed programem. U Lisiewicza bywają kibole, zakapiory a ja stary dziad upadłem. Nawet kibice Legii, kiedy pewnego dnia paradowałem w czarnym szalu w barwach Polonii patrzyli na mnie z politowaniem.

Jedna z największych zniewag spotkała mnie kilka lat wstecz, kiedy udałem się z kolegami Sławkiem Cyniakiem i Arturem Karwickim czyli Gamoniami na Krakowskie Przedmieście. Było to 11 listopada, na transparencie nieśliśmy napis „Szukamy Guza”, niestety ponieśliśmy klęskę, zainteresowanie było duże, obfotografowano nas, spacerujący ustawiali się co chwilę do zdjęcia, ale tego czego szukaliśmy, nie dostaliśmy.

Przed programem postanowiłem komuś wpieprzyć albo przynajmniej zaatakować. Czasu miałem bardzo dużo, program, z mojej przyczyny był przesuwany. Kombinowałem komu przyłożyć. „Aby to miało sens powinienem” – myślałem intensywnie „przeprowadzić atak na znanego polityka”. Nie miałem wątpliwości, że politycy zapewnią mi rozgłos jako chuliganowi. Ale najatrakcyjniejsi politycy byli nieosiągalni.

Prezes Kaczyński był już zajęty przez innych, nawet mniej znacznych niż ja chuliganów. Premier Beata Szydło niestety też, a poza tym ja mam ambicję bycia chuliganem a nie damskim bokserem. Pozostali mi politycy z niższej półki. Kandydatem dobrym był minister kultury, lecz jest już atakowany, przez kulturalne ciocie. Wyobrażałem sobie udany atak na ministra. Niestety, kiedy dowiedziałem się, ze posiada czarny pas w judo poczułem się jeszcze bardziej zagubiony. Oczywiście, pozostawali politycy z opozycji, ale to głównie o nich powstaje satyra. Nikt by nie uwierzył, że na serio atakuję opozycję, raczej wyszedłbym na performera a nie chuligana.

Tak zmęczony myśleniem wylądowałem w Poznaniu w miejscu audycji. Przed wywiadem red. Lisiewicz lubi sobie strzelić lufę śliwowicy. Pija śliwowicę w pewnym parku. Wychyliliśmy śliwowicę w krzakach. Miałem jeszcze szansę zrealizować tam swoją inną potrzebę. Chciało mi się sikać.

Lisiewicz stworzył tym piciem szansę na zrobienie na miejscu czegoś wielkiego, ale nie odważyłem się sikać na alejce, nie szprycowałem nawet ściany jakiegoś budynku przyległego do wspomnianych krzewów. Nawet nie mogłem się zaliczyć do obszczymurków – najniższej kategorii chuliganów.

Potem już tylko poszliśmy do studia, jedyną pociechą było, że owe studio mieści się w rezydencji byłego Arthura Karla Greisera, a dokładnie wywiad miał miejsce w jego bunkrze. Nie pozdrowiłem tego miejsca, nie stanąłem z wyciągniętą ręką.

Jak trudno zostać chuliganem.

Wywiad jest poniżej w komentarzu:


Dodaj komentarz

Krasnoludki i gamonie. Klątwa Pomarańczyka

Waldemar Fydrych („Major”)

Wprowadzenie

Mając na uwadze kondycję dzisiejszego teatru na świecie i poziom prowincjonalnego Teatru Powszechnego w Warszawie, ku pokrzepieniu zagubionych serc, napisałem na razie pierwszy akt sztuki. Wszelkie skojarzenia i podobieństwa są przypadkowe, tak, jak w sztukach „Klątwa” czy „Pomarańczyk”.

Łódź Kaliska – Lody włoskie

Motto

„Jeżeli nie ma Boga, to co ja za kapitan?” – Dostojewski, Biesy
„Skoro Matka Boska nie jest Boska, to pedały pedałują w jakim celu?” – Major WF

Akt I

Scena I

(Do mrocznego pomieszczenia wchodzi skulony mężczyzna. Jest to Marek Pseudo Fiedor. Zapala latarkę. Oświetla część pomieszczenia przed sobą. W słupie światła widać scenę. Ktoś idzie, słychać trzeszczenie podłogi. Marek Pseudo Fiedor gasi latarkę i podskakuje. Rozlega się huk i zalega cisza. Zapala. Ponownie gasi latarkę. Jest ciemno)

Marek Pseudo Fiedor: Cholerka! Jestem bez koncepcji. Inni idą do przodu, a ja…? (Pauza) Stoję w miejscu. (Szept w ciemności) Czyli się cofam. Cholerka jasna! Dbam o układy, a nic się nie dzieje. (Huk upadającego przedmiotu) O Boże!

(Cisza. Trzask otwieranych drzwi. W smudze światła widać tylko postać dryblasa, światło na korytarzu jest zbyt słabe, ledwie widoczny jest stojący Dupkiewicz Pseudo)

Dupkiewicz Pseudo: Halo Dyrektorze! Gdzie jesteście?

(Marek Pseudo Fiedor zapala latarkę. Snop światła pełza po obuwiu Dupkiewicza Pseudo, zatrzymuje się – widać, że buty posiadają ostrogi)

Marek Pseudo Fiedor: Jestem kochany Prezydencie Miasta.
Dupkiewicz Pseudo: Od dawna mówiłem, że coś musisz zmienić.
Marek Pseudo Fiedor: Nie ma skandali. Chciałem mieć odważnych gejów, ale…
Dupkiewicz Pseudo: Geje to drobnomieszczaństwo. Tobie potrzebne są autentyczne cioty.
Marek Pseudo Fiedor: Cioty mają charakterki, wybrzydzają, trudno im dogodzić.
Dupkiewicz Pseudo: Usidliłem Cię i sam jesteś ciotą, to jakiś problem?
Marek Pseudo Fiedor: Jestem dumny. Mam Pana.
Dupkiewicz Pseudo: Daruj sobie. Obciągniesz mi druta?
Marek Pseudo Fiedor: Z wielką przyjemnością, tylko zbiła się żarówka.
Dupkiewicz Pseudo: Zrobimy to w szafie. Podepczemy zasady gejów, trzeba kontestować.
Marek Pseudo Fiedor: Błagam o litość, jestem dyrektorem tego teatru. Jak zostanie zdeptany mój obojczyk, to nie będę wydawać poleceń. Błagam jeżeli się zgodzisz, to skop mnie. Wsadź w dupę taką ostrogę.
Dupkiewicz Pseudo: W szafie gamoniu przewrócimy świat do góry nogami.
Marek Fiedor Pseudo: Mogę stanąć na głowie.
Dupkiewicz Pseudo: Jesteś nierozgarniętą ciotą. Wiesz czym jest szafa dla kochanka kobiety, a czym dla cioty takiej jak ty.
Marek Pseudo Fiedor: Wiem. Geje wychodzą niczym pisklęta z szaf.
Dupkiewicz Pseudo: Teraz już wiesz dlaczego tyle mamy szaf w teatrze.

Głos Kobiety: (Dobiega z korytarza) Siostro, siostro! Czy siostra czuje?

Dupkiewicz Pseudo: Co to jest? Co to?
Marek Pseudo Fiedor: Robią coś w innej sali.
Dupkiewicz Pseudo: Myślałem o Was inaczej. Ale ta szafa…

(Smuga latarki oświetla szafę. Pseudo Dupkiewicz wchodzi do szafy, za nim Marek Fiedor Pseudo. Rozlega się chrobot. Cisza. Pukanie do drzwi. Otwierają się drzwi. Wchodzą dwie panie ubrane w białe stroje. Jedna jest brunetką, druga blondynką. Oświetlają pomieszczenie świecami. Każda z nich dzierży jedną świecę)

Blondynka: Jest
Brunetka: Kto?!
Blondynka: Nie będę komentować.

(Stawiają świece na podłodze. Blondynka i Brunetka wychodzą. Zostaje światło świec. Cisza. Po chwili otwiera się skrzypiąca szafa. Wychodzą z niej Dyrektor Marek Pseudo Fiedor i Prezydent Dupkiewicz Pseudo)

Dupkiewicz Pseudo: Ile potrzebujesz? Wprawdzie miasto tonie w długach, ale powiedz ile pieniędzy uratuje Twój Teatr. Jesteśmy przyjaciółmi.
Marek Pseudo Fiedor: Występują problemy psychiczne.
Dupkiewicz Pseudo: Problemy psychiczne są jak nie daję kasy, chyba że chcesz dużo kasy. Tak?
Marek Pseudo Fiedor: Nie o to chodzi dużo czy mało.
Dupkiewicz Pseudo: Co chcesz więcej? Chcesz, żebym ja obciągał Ci druta? Chcesz tego? Naprawdę oderwałeś się od rzeczywistości. Poruszasz się jak we mgle.
Marek Pseudo Fiedor: Nigdy do głowy mi nie przychodziło, żebym chciał, abyś mi ciągnął druta.
Dupkiewicz Pseudo: Okłamujesz mnie! Wszyscy tego pragną! (Pauza) Dyrektorzy! (Pauza) Zadam Ci pytanie, jak źle odpowiesz wyrzucę, a jak zgadniesz to obciągnę Ci druta. Wylatujesz albo zrobię Ci raz loda. Jak Cię wyrzucę nie kręć, nie biegaj do gazet czy inspektorów.
Marek Pseudo Fiedor: Nawet nie śmiem.
Dupkiewicz Pseudo: Pytanie. Dlaczego nie chcesz, żebym obciągnął Ci druta? Walczysz o wszystko.
Marek Fiedor Pseudo: Boję się.
Dupkiewicz Pseudo: Strach jest mocniejszy?
Marek Fiedor Pseudo: No, co mam powiedzieć?
Dupkiewicz Pseudo: Mów!! (Krzyk i tupnięcie butem) Dlaczego nie chcesz bym Ci obciągał, robił loda? Może jesteś konserwatywny?
Marek Fiedor Pseudo: Nie chcę chodzić we mgle.

(Marek Fiedor Pseudo pada na kolana. Dupkiewicz Pseudo ciągnie go za włosy)

Dupkiewicz Pseudo: Wstań! Kreatura. Mądra Ciota. Bym biedaczkę skrzywdził.

(Marek Pseudo Fiedor wstaje. Dupkiewicz Pseudo przechadza się wokoło Marka Pseudo Fiedora, patrzy się na niego. Zatrzymuje się)

Dupkiewicz Pseudo: Na pewno zakochałeś się w Dyktatorze. (Przechadza się) Od kiedy pojawił się On, zaczęły się też problemy. Coraz więcej osób mówi, że nie chce chodzić we mgle. Kiedyś kręciliśmy lody. (Patrzy się na Marka Pseudo Fiedora) Teraz podejrzewa się, że jestem oszustem!!! (Uderza się w pierś) Całe miasto trąbi, a ja cierpię. Och!!! Cierpię od kiedy mamy dyktaturę. Kiedyś wsadzałem lub nastawiałem się do wsadzania. Teraz wsadzą nas do pierdla.
Marek Fiedor Pseudo: Panie. On, z tego, co mówią, w teatrze nie ściga za wsadzanie.
Dupkiewicz Pseudo: Jak to? Ach! Tak, tak.
Marek Fiedor Pseudo: On ściga, ale za wsadzanie komuś do kieszeni forsy.
Dupkiewicz Pseudo: Gorzej! On ściga jak Tobie ktoś włoży do kieszeni forsę.

(Dupkiewicz Pseudo łapie za rękę Marka Pseudo Fiedora, trzyma jego rękę. Marek Pseudo Fiedor usiłuje wsadzić rękę Dutkiewicza do swojej kieszeni. Ręka Dupkiewicza Pseudo częściowo jest w kieszeni Marka Pseudo Fiedora)

Marek Pseudo Fiedor: Jest fajnie.

(Uśmiecha się i zamyka oczy. Dupkiewicz Pseudo wyciąga swoją i rękę Marka Pseudo Fiedora wsadza do swojej kieszeni, uśmiecha się przymyka oczy)

Dupkiewicz Pseudo: Och! Jak fajnie, czuję się bezpiecznie. (Wkłada swoją i Marka Pseudo Fiedora rękę do kieszeni Marka Pseudo Fiedora; ręce penetrują pod spodniami obszary w pobliżu krocza Marka Pseudo Fiedora) Widzisz, nie jestem taki zły i egoistyczny, jak mówią ludzie. Myślę o Tobie. Na pewno masz jakieś problemy, choćby egzystencjalne.
Marek Pseudo Fiedor: Ja też myślę o Twoich problemach.

(Wyraźnie widać, że odczuwa on ekstazę z powodu penetracji ręki Dupkiewicza Pseudo w jego spodniach. Ręce Marka Pseudo Fiedora i Dupkiewicza Pseudo wędrują, raz są w kieszeni jednego raz drugiego. Wędrówce rąk i wyraźnej widocznej penetracji w okolicach raz jednego krocza, raz drugiego, towarzyszą wzdychania)

Dupkiewicz Pseudo: Och, jak dobrze, jak to kojąco wpływa na moje jestestwo. Wiem ty też masz problemy. Na pewno ty też dużo straciłeś jak pojawił się Dyktator. Nie tylko ja mam stresy. Wiem, dlatego chcę poważnie wsłuchać się, mów skromnie, lecz też śmiało.

(Wkłada rękę w Markowi Pseudo Fiedorowi do rozporka)

Marek Pseudo Fiedor: Prezydent miasta ma delikatne, przyjemne dłonie. O Boże! Mam pomysł! Genialne rozwiązanie społeczne!
Dupkiewicz Pseudo: Tylko nie to, żadnych pomysłów społecznych. Mogą być pomysły pseudospołeczne.

(Wyciąga z rozporka rękę)

Marek Pseudo Fiedor: Mój jest ani społeczny, ani pseudospołeczny, tylko…
Dupkiewicz Pseudo: Tylko? Co tylko? Skoro nie taki, nie siaki, to jaki? Genialny?
Marek Pseudo Fiedor: O tak! Tak! Zgadłeś!
Dupkiewicz Pseudo: Jak będzie niewypał, to nie muszę Ci ciągnąć druta, jeżeli będzie to genialny pomysł, to dwa razy zrobię Ci loda. Czego to dotyczy?
Marek Pseudo Fiedor: Ratują nas dziury w kieszeniach oraz taśma klejąca podwójna.
Dupkiewicz Pseudo: Co ty wygadujesz? Czy dobrze się czujesz? Może za dobrze? Boże!
Marek Pseudo Fiedor: Pokażę Ci wizualnie. (Wyciąga kieszenie, z koszuli zaś nożyczki) Biorę nożyczki, rach ciach i są dziury. (Tnie) Mogę Ci też zrobić dziury w kieszeniach.

(Zbliża się do Zdziwionego Dupkiewicza Pseudo)

Dupkiewicz Pseudo: Nie!!! Dziury w kieszeniach? W moim garniturze.
Marek Pseudo Fiedor: Przecież chcesz ukryć kasę. Ja Ci daję kasę, Dyktator sięgnie do Twojej kieszeni, by udowodnić, że wziąłeś kasę, a kasy nie ma. Możesz krzyknąć – Wara od moich kieszeni! Dyrektor Teatru nie dawał mi pieniędzy do kieszeni! – i pokażesz (Marek Pseudo Fiedor macha swoimi kieszeniami) Proszę są dziury. Bawiliśmy się w bilarda kieszonkowego. On łapał mnie za członka, ja jego. Nie było żadnych łapówek. Jak co, poruszymy sprawę w parlamencie europejskim, no że prześladują i z ciot robią no wiesz…
Dupkiewicz Pseudo: Wiem. (Myśli) Trochę nie trzyma to się kupy. Jak ty włożysz mi rękę do kieszeni to kto uwierzy, że ja z Tobą robię wielki interes. Gorzej jak powiem, że my razem, no wiesz, ten bilard ja i Ty.
Marek Pseudo Fiedor: Są przecież osoby, które mogą skorzystać z wynalazku.
Dupkiewicz Pseudo: (Zmartwiony) Dyktator nie jest głupi, zna nas, i może, może zażądać zrobienia przysiadu. Wszystko wyleci nogawką. Forsa wraz z członkiem.
Marek Pseudo Fiedor: Nie wyleci,uratuje to taśma klejąca podwójna.

(Pokazuje)

Dupkiewicz Pseudo: Nonsens! Cioty wykończycie mnie! Taśmą klejącą możesz sobie przykleić członka do jąder.
Marek Pseudo Fiedor: Zgadłeś. Brawo! Zgadłeś!! (Podskakuje ze szczęścia) Możesz forsę przylepić do członka taśmą klejącą, podwójną taśmą.
Dupkiewicz Pseudo: Pójdziesz na leczenie psychiatryczne.
Marek Pseudo Fiedor: Pójdę gdzie zechcesz.
Dupkiewicz Pseudo: Dobra, ale pomysł ma pewne…
Marek Pseudo Fiedor: (Wyciąga z kieszeni koszuli papierek oraz taśmę klejącą) Udowodnię Ci.

(Zbliża się do Dupkiewicza Pseudo)

Dupkiewicz Pseudo: Stój! O!! Tylko nie to!
Marek Pseudo Fiedor: Dla próby chcę Ci przylepić stary bilet teatralny.
Dupkiewicza Pseudo: Bilet teatralny chcesz przymocować do moich jaj taśmą klejącą, do tego podwójną??

(Pseudo Dupkiewicz patrzy się w dal, kiwa z niedowierzaniem głową)

Marek Pseudo Fiedor: Tylko na próbę generalną.
Dupkiewicza Pseudo: Podczas próby generalnej mam chodzić ze starym biletem przyczepionym do członka? Ja Prezydent miasta? Ha ha ha!!! Masz talent. Powinieneś chodzić na manifestacje przeciw Dyktatorowi. Ciekawe co by było, jakby moja żona znalazła stary bilet teatralny przymocowany do członka? Ha! Ha! Ha! W domu ubaw!
Marek Pseudo Fiedor: Powiedziałbyś, że uczysz się ukrywać forsę.
Dupkiewicza Pseudo: Co? Ukrywać przed żoną forsę? Mam to powiedzieć?
Marek Pseudo Fiedor: To wynalazek jak ukrywać forsę przed Dyktatorem. Dyktator ma poglądy konserwatywne, więc nie będzie grzebał w jajach, nie będzie grzeszyć.
Dupkiewicza Pseudo: (Pochyla się nad Markiem Pseudo Fiedorem, ten siada na pobliskim krześle) Zwariowałeś!? On jak będzie wiedzieć, że ukrywamy forsę między jajami, to co myślisz, że tak to zostawi?
Marek Pseudo Fiedor: A co zrobi? Jest katolikiem, wierzącym, przecież jako Dyktator nie będzie zniżać się do penetrowanie naszych jaj w poszukiwaniu kasy.
Dupkiewicza Pseudo: O Boże!! Co za osioł! Rzeczywiście pasujesz do tych niedorzecznych manifestacji przeciw dyktaturze. Kto? On? Oczywiście, że jak dowie się, gdzie ukrywamy forsę, to nam wyrwie z włosami łonowymi kasę albo jeszcze gorzej, przy pomocy sprzętu wykastruje nas, szczypcami pozbawi nas jaj i forsy. O Boże! Marzę, by mnie pociągnął za jaja. Po cichu kocham się w Dyktatorze. On nami pogardza, straciłem coś. (Pauza) Aby myśleć, by każdemu wsadzać. Boję się!
Marek Pseudo Fiedor: Ty też boisz się?
Dupkiewicza Pseudo: Boję się myśleć, jak myślę, to boję się działać, więc nie myślę. Kiedyś było inaczej, teraz myślę tylko jak uprawiać seks. Wtedy nie bałem się myśleć. Co z nas zrobiła ta dyktatura.
Marek Pseudo Fiedor: Ja zaś boję się ciągle. Bez przerwy się boję. Mało jaki szmer wywołuje u mnie strach. Wierzę tylko psychiatrze.
Dupkiewicza Pseudo: Psychiatrów należy traktować jak normalnych obywateli, czyli dymać ich. Ale powiedz. Jaki masz problem? W czym mogę Ci pomóc?

(Marek Pseudo Fiedor wstaje, wypada mu bilet z ręki, podnosi. Dupkiewicz Pseudo wyciąga rękę. Bierze bilet)

Marek Pseudo Fiedor: To ten bilet.
Dupkiewicza Pseudo: (Przegląda bilet) Tak.
Marek Pseudo Fiedor: Tak, od tego biletu zaczął się kryzys naszego teatru, od wystawienia tej sztuki „Pomarańczyk”. Miała sprowokować, że opluwany w niej Twój Wróg miał nas podać do sądu. Mieliśmy grać zakazaną przez sąd sztukę, stać się sławni. Występować w obronie ekspresji. A On, Ten Wróg nas olał, a sztuka poniosła klęskę.
Dupkiewicza Pseudo: Pamiętam. Musisz się otrząsnąć.
Marek Pseudo Fiedor: Mając najlepszego scenarzystę poniosłem aż taką klęskę. Teraz spotkała mnie przykrość gorsza niż tamto wydarzenie. Nasz teatr nie ma szansy być na czele postępu. Wydarzyło się coś równie strasznego jak Dyktator.
Dupkiewicz Pseudo: Skąd wiesz?
Marek Pseudo Fiedor: Och, jak ja cierpię. Och! W Warszawie wystawiono sztukę, ukradziono mi pomysł.
Dupkiewicz Pseudo: Warszawa ukradła pomysł? Jestem zły! Może być gorzej?
Marek Pseudo Fiedor: (Tupie) Zrób coś, nie mogę! Och, dlaczego ja tego nie wystawiłem? Nie piszą o nas gazety. W Warszawie w teatrze jakaś cipa przy pomocy pizdy otwierała parasolkę na której były barwy narodowe albo międzynarodowe. Na końcu spektaklu zbierano pieniądze na na trotyl, by zaatakować Dyktatora. Och jak cierpię.
Dupkiewicz Pseudo: Nie martw się. Nic nie jest stracone. Słyszałem, że sztuka zwana „Klątwą” wystawiana jest w Warszawie przez reżysera Chorwata, faszystę.
Marek Pseudo Fiedor: Faszysta? Przecież wszyscy jesteśmy multi-kulti, antyfaszyści.
Dupkiewicz Pseudo: Tak gadamy, a nie różnimy się niczym. Tworzymy pozory. Każdy Chorwat to faszysta nazywany Ustaszowcem. Chorwaci ukradli nam wynalazek.
Marek Pseudo Fiedor: Jaki?
Dupkiewicz Pseudo: My odkryliśmy krawaty, a chorwackie małpiszony nam ukradły. (Pauza) W Warszawie zrobili ten teatr, by odwracać uwagę od afer w tym mieście. Dostaną od nas w dupę. Zrobisz sztukę, w której aktor będzie się onanizował i spuszczał na flagę europejską. To będzie inteligentny numer. Wkurwimy Dyktatora oraz opozycję. Na ulice wyjdą cioty.
Marek Pseudo Fiedor: Będą się cieszyć narodowcy. (Zaciera ręce) Genialnie! Powiem, że kontynuuję Wielki Teatr, sztukę, w której facet onanizował się kromką chleba.
Dupkiewicz Pseudo: Podniecają mnie narodowcy, muskularni narodowcy, ale oni są za dziewczynami. Nawet nie wiesz jak oni mną gardzą, a mnie starą ciotę tylko to podnieca. Och, ci Narodowcy! Narodowcy powinni zarządzać teatrem narodowym. Polskie Teatry winne być w rękach rządu. Powszechny Teatr dla pospólstwa, a nam winny przypaść sceny kameralne.
Marek Pseudo Fiedor: A śpiewane?
Dupkiewicz Pseudo: Zrobisz sztukę śpiewaną, która pozwoli mi być niewidocznym, która ukryje mnie.
Marek Pseudo Fiedor: Myślałem, że chcesz błyszczeć, po co ta czapka niewidka.
Dupkiewicz Pseudo: Wybacz jesteś pierwszą osobą, której to mówię.
Marek Pseudo Fiedor: Zachowam to w tajemnicy.
Dupkiewicz Pseudo: Przegram wybory tu w mieście, dlatego nie wystartuję. Może dostanę się do województwa, do Sejmiku, ale też w to wątpię. Raczej trzeba przygotować ucieczkę dla wszystkich moich dyrektorów i prezesów spółek miejskich. Wielką ucieczkę. Nie dam się wziąć żywcem. Teatr ma być miejscem przerzutowym do Argentyny.
Marek Pseudo Fiedor: Dyktator będzie ścigał takie cioty?
Dupkiewicz Pseudo: Niestety, za sprawy gospodarcze, będą chcieć mną poniewierać, teatr będzie miejscem przerzutowym, kryjówką, azylem.

Głos za oknem: Cisza nocna. Gasić światła

Dupkiewicz Pseudo: A to? Co to? (Rozgląda się zdezorientowany) To moje straże. Wydałem im polecenie, by robili coś w rodzaju stanu wyjątkowego. By ogłaszali Ciszę.

(Pukanie do drzwi)

Marek Pseudo Fiedor: O Boże!!!
Dupkiewicz Pseudo: Zmywam się.

(Biegnie i wyskakuje przez okno. Huk za oknem. Marek Pseudo Fiedor kryje się w szafie. Wchodzą ubrane w biel dwie te same co poprzednio siostry: Blondynka i Brunetka. Szafa, jej drzwi domykają się. Brunetka stoi przy drzwiach. Blondynka idzie do okna)

Brunetka: Zawsze śmierdziało, tylko inaczej.
Blondynka: (Wygląda przez okno, odwraca się, patrzy na Brunetkę) O Boże, ktoś wgniótł karoserię auta Dyrektora!
Brunetka: Ta sama osoba upatrzyła sobie to auto. O Boże, biedny. Co za czasy!