Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Odszedł Kornel Morawiecki

Kornela Morawieckiego wspominają:
Waldemar Fydrych („Major”), Krzysztof Szpala, Piotr Ikonowicz,
Mariusz Maszkiewicz, Bartosz Sawicki, Wiesław Cupała

Kornel Morawiecki

***

„Wczoraj byłem u Kornela w szpitalu. Ciężki dzień. Bardzo trudny. W szpitalu najpierw spotkałem przy drzwiach Martę, córkę Kornela, potem przywitałem się z jej siostrą Marysią.

Kornel leżał nieprzytomny. Pomieszczenie wypełniała aparatura, monitory, kable i my. Kornel leżał podłączony do urządzeń. Ciężko oddychał. Wtedy pomyślałem sobie, dzięki jakiemu zachowaniu przejawiała się dla mnie najbardziej szlachetność Kornela? Niesamowitym było, że Kornel nie mówił o ludziach źle. Nigdy nie powiedział o innych nic złego.

Spotkałem się z nim w 1989 roku, kiedy ponownie musiał się ukrywać. Było to tuż po jego nielegalnym powrocie do kraju, z którego został wcześniej podstępem wywieziony przez Służby Bezpieczeństwa. Oszukano go wówczas. Powiedziano mu, że musi wyjechać, jeśli chce uratować umierającego na raka Andrzeja Kołodzieja, co było ordynarnym kłamstwem. W tym czasie Wałęsa w dosyć niewybredny sposób interpretował jego nieobecność. Kornel wybaczył Wałęsie jego zachowanie. Wybaczył mu.

Mimo życzliwości jaką okazywał ludziom było też wielu, którzy nie cierpieli Kornela, bo on swoją szlachetnością mógł przypominać ich wady. Kornel był człowiekiem skromnym oraz nieprzewidywalnym, ta druga cecha była przyczyną wielu nieprzespanych nocy dla poszukujących go całymi latami tajniaków. Oczywiście ta sama cecha mogła mieć inne skutki dla współpracowników. Kornel mógł się spóźnić, kiedy po drodze spotkał kogoś potrzebującego pomocy. Na szczęście w wolnej Polsce zjawiły się telefony komórkowe, co zwiększało szansę na spotkanie Kornela.

Odszedł bliski nam wielu człowiek…”

Waldemar Fydrych („Major”)

***

„Moje spotkania z Kornelem… Służbowo był dla mnie emanacją tego wszystkiego, co myślałem o Polsce. Miałem tę radość i satysfakcję, że Kornel odbierał ode mnie przysięgę na służbę w Solidarności Walczącej w 1982 roku. Po tym była żmudna, prawie codzienna praca w kolportażu do 1989 roku włącznie.

Osobiście spotkałem Go w Jastrzębiej Górze. To cudowny człowiek, który podobnie jak starożytni filozofowie pytał mnie, szeregowego członka organizacji, co myślę na temat, który rozważał. Te wielokrotne spotkania, które odbyłem z Nim wraz z moją żoną Wiesławą, zrobiły na mnie takie wrażenie, że mogę powiedzieć, tak jak ktoś już przede mną: kochałem Go, jak mojego ojca. Pomimo, że był tylko o 11 lat starszy.

Uwielbiał pływać, długie wyprawy pływackie chyba dawały mu jakąś cielesną wolność. Jako dobry pływak towarzyszyłem mu tu nad Morzem Bałtyckim.

Jeszcze raz powiem – kochałem Go i modlę się za Niego.”

Krzysztof Szpala

***

„Odszedł Kornel Morawiecki. Wielki wojownik wielu przegranych spraw. Humanista, odruchowo stawał zawsze po stronie ofiar, przeciw oprawcom.”

Piotr Ikonowicz

***

„Niniejszy tekst powstaje w gruzińskim Batumi. Z okna hotelu oglądam Morze Czarne i lokalny port. Herbacianych pól już nie ma. W latach 90-tych system produkcji przestał być opłacalny i nowa rzeczywistość polityczno-gospodarcza zniechęciła Gruzinów do zajmowania się uprawą herbaty. Szczeciński zespół „Filipinki” wypromował piosenkę (polsko-ormiańskiego duetu Obarska-Ajwazjan), którą śpiewa do dzisiaj każdy. Gruzini piosenkę nie tylko dobrze znają, ale często ją wykonują w różnych wersjach i aranżacjach. Jeszcze jeden dowód na silne i przyjazne relacje polsko-gruzińskie.

Tym razem do czarnomorskiego Batumi przyjeżdżam na konferencję NATO-wską. Polska ambasada pełni w tej dwuletniej kadencji funkcję placówki kontaktowej Sojuszu. Mam dodatkowo dużo pracy, ale nie ukrywam sporo też satysfakcji. Dlaczego? O tym za chwilę.

Na tutejszym lotnisku ląduje ogromny airbus belgijskich sił powietrznych z zastępcą sekretarza generalnego NATO oraz pełną delegacją ambasadorów akredytowanych przy kwaterze głównej. Przez dwa dni Batumi staje się ważnym NATO-wskim punktem na światowej mapie systemu bezpieczeństwa. Północny sąsiad nie cieszy się z tego powodu.

I właśnie w tych dniach towarzyszy mi smutna wieść o śmierci Kornela Morawieckiego; zaglądam do internetu, aby zobaczyć uroczystości żałobne. Odszedł od nas wybitny Polak, buntownik z wyboru, szlachetny rycerz „solidarnościowej” walki o wolną Polskę. Doczekał się ogromnej satysfakcji. Już nie tylko w wymiarze osobistym, że jego syn jest Premierem RP, ale w szerszym, ideowym. Wygrał walkę z komuną.

Towarzyszył mi od dawna, jak przyjaciel, z którym raz się zgadzasz a raz spierasz i kłócisz. Był ode mnie dużo starszy – rówieśnik mojej Mamy. W czasach komuny w środowisku Ruchu „Wolność i Pokój” nazywaliśmy żartobliwie współpracowników Kornela: „Solidarność warcząca”. Ale dla mnie największą zasługą Kornela było sprowokowanie I Zjazdu „Solidarności” w Oliwie do przyjęcia rewolucyjnej jak na tamte czasy „Odezwy do narodów Europy Wschodniej”. Do dzisiaj pozostaje tajemnicą w jakich okolicznościach ktoś sprowokował i przywiózł z Moskwy list do „Solidarności”, na który odpowiedzią była właśnie „Odezwa”. List grupy rosyjskich przyjaciół wydrukował w lipcu 1981 roku (bardzo się wtedy naraził) Kornel Morawiecki w „Biuletynie Dolnośląskim”. Potem jako uczestnik I Zjazdu „S” walczył, żeby dać jakąś pokrzepiającą odpowiedź ciemiężonym narodom Związku Sowieckiego. „Odezwa” z I Zjazdu była prawdopodobnie tą kroplą goryczy na Kremlu, która zdecydowała o wprowadzeniu stanu wojennego. Breżniew osobiście był bardzo zdenerwowany, uświadamiał sobie, że to jest jedna z ostatnich bitew komunizmu. Świadczą o tym archiwalne dokumenty, które ujawnił Władimir Bukowski w latach 90-tych. W ostatnich latach dużo z Kornelem rozmawiałem o Rosji. Kłóciliśmy się, gdyż jego rusofilia przybierała czasem postać bezkrytycznej obrony obecnego reżymu. Jednocześnie zawsze był otwarty na argumenty i wrażliwy. Moje ostatnie z nim spotkanie we Wrocławiu w marcu 2017 roku było związane z promocją wydanej przez mnie w „Karcie” polskiej wersji książki Aleksandra Podrabinka „Dysydenci”. Kornel cieszył się ogromnym i niekwestionowanym autorytetem wśród sowieckich dysydentów, miał wielu oddanych przyjaciół – w Rosji, na Litwie, w Gruzji, Armenii. W październikowej ciepłej aurze Batumi wspominam Kornela – jako jednego z moich ważnych nauczycieli.”

Mariusz Maszkiewicz

***

„Mam tylko chwilkę, telefon w ręce i net, wiec dwa słowa, bo to mnie też dotyczy. Cieszę się, że Kornel Morawiecki przeżył III RP. Wielu ludzi, którzy wierzyli w pierwszą Solidarność, nie miało tego szczęścia. Odeszli z tego świata w poczuciu przegranej idei, której poświęcili przecież bardzo wiele. Został im tylko Bóg i najbliżsi, często podobnie jak oni osamotnieni w swoich pragnieniach. A wcale nie aż tak dużo brakowało, te kilka procent głosujących, żeby i twórca Solidarności Walczącej podzielił los sierpniowych idealistów. Nie myślę bowiem, żeby Bronisław Komorowski i Grzegorz Schetyna oraz publiczne media pod kontrolą PO potrafiły i chciały przywrócić postać ojca obecnego premiera do zbiorowej świadomości. Nawet w dniu pogrzebu.

Z Kornelem Morawieckim osobiście zetknąłem się tylko raz, na samym początku lat 90-tych w Szczecinie, podczas otwartego spotkania i po. Nikt go wtedy nie rozumiał. Wszyscy próbowali przypiąć mu łatkę. To kim pan w końcu jest? Pan jest z prawicy? Pan jest z lewicy? Pan jest z centrum? O co panu właściwie chodzi? Pytano w koło Macieju, w czasach uwłaszczającej się w najlepsze nomenklatury i strukturalnego bezrobocia. A Morawiecki prawdziwie strapiony, jakby bezsilny, odpowiedział pytaniem. Czy państwo nie jesteście w stanie pojąć, że ja jestem biało-czerwony?

Lubię ludzi, którzy nie dają się zaszufladkować. I chyba rzeczywiście nie ma takiej szuflady, do której śp. Kornela Morawieckiego można by wsadzić. Dla mnie Pan Kornel to jest, był i będzie taki przedziwny faraon, łączący w sobie siłę i naiwność, rozsadek i marzycielstwo. I najchętniej pochowałbym go w jakiejś piramidzie-lunaparku, z jakąś katarynką w środku, wiatrakami, wstążkami, krzyżem i wielkim solarem… I żeby tam mogły przychodzić dzieci i jeść lody.

No i jeszcze pamiętam, jak Morawiecki Senior zapytany o Smoleńsk powiedział mniej więcej coś w ten deseń: przecież to kwintesencja słowiaństwa, te przygotowania do lotu, sam lot, no i to lotnisko, ta buda, co to niby służyła za wieżę kontrolną, oni w niej pewnie pijani byli, to lądowanie, ta mgła, to wszystko, ta brzoza. Bardzo mnie wtedy urzekł. Był iście hrabalowski.

Wyrazy współczucia dla najbliższych i tych, którym Marszałek Senior był przyjacielem, a wiem, że tych osób trochę jest, także wśród moich znajomych.

I jeszcze tylko jedno na koniec. Bardzo bym chciał, kiedy zaczną być do trumien wkładani Michnicy i Borusewicze, żeby porzucono wszelką małostkowość i zachowano się wówczas przyzwoicie, oddając im należną cześć, przy założeniu, że u władzy, będzie wciąż „neosanacja”.”

Bartosz Sawicki

***

„Kornel

Moja Córka, Agnieszka, napisała do mnie dzisiaj na fejsbukowym czacie, że Kornel nie żyje. Spodziewałem się tej wiadomości od momentu, gdy kilka dni temu Prezydent Andrzej Duda odznaczył Kornela Orderem Orła Białego. Przyznanie tego najwyższego polskiego orderu w dniu niebędącym żadnym państwowym świętem wskazywało na to, że choroba Kornela jest blisko śmiertelnego kresu.

Przelatują mi przez głowę obrazy z naszych spotkań w trakcie tej naszej ponad czterdziestoletniej znajomości. Były okresy, gdy widywaliśmy się częściej, były okresy, gdy rzadziej. Nie zawsze się z nim zgadzałem, ale zawsze imponował mi swoją bezkompromisową wiarą w dobro i pełnym przyjaznego współczucia stosunkiem do ludzi.

Dzisiaj mam uczucie podobne jak w listopadzie 1987, gdy Kornela aresztowano i wywieziono z Polski. Podobnie czuję się odcięty od czegoś co patetycznie nazwę źródłem wiary w sens zmagań, najpierw z totalitarną rzeczywistością PRL, później z zakłamaną rzeczywistością III RP. Wiem, niestety, że tym razem jest to naprawdę „bilet w jedną stronę”.

Żegnaj Przyjacielu”

Wiesław Cupała

 


Dodaj komentarz

Krasnoludki i gamonie. Tadeusz Pluciński

Waldemar Fydrych („Major”)

Tadeusz Pluciński

Mieszkał niedaleko mnie. Pierwszy raz go spotkałem zimą, była śnieżyca, noc. Spacerowałem z psami i zauważyłem postać ubraną w czarny płaszcz idącą z rottweilerem. Był to właśnie on. Rozmawialiśmy przez chwilę. Pamiętam, że wspomniał, że ma 83 albo 84 lata.

Potem widzieliśmy się wielokrotnie. Jego pies miał przycięty ogon. Jak się ruszał to jego właściciel komentował, że „rusza mu się pompon”.

Ewa Szykulska i Tadeusz Pluciński w filmie „Hydrozagadka”

Któregoś dnia ktoś mi powiedział, że jest to znany aktor występujący w filmie „Brunet Wieczorową Porą”. Przy następnym spotkaniu zapytałem się go o karierę filmową. Wspominał. Był bardzo konkretny. Okazało się, że mieliśmy wspólnych znajomych, m.in. Krystynę Mazurównę i Krzysztofa Toeplitza. Mówił ciekawie. Reprezentował tę starą kulturalną Polskę.

Potem zniknął. Dowiedziałem się od kolegi, że zasłabł na ulicy, ale jego pies nie pozwalał się do niego zbliżać, że jest teraz w Skolimowie w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich.

Od czasu do czasu zaglądałem do Wikipedii, by sprawdzić czy żyje. Żył. Dopiero teraz się dowiedziałem, że odszedł. W kwietniu 2019.

Tadeusz Pluciński. Z realizacji: Głos Ameryki, 20 lipca 1950 – Teatry Dramatyczne (Wrocław)


Dodaj komentarz

Krasnoludki i gamonie. Milo Kurtis

Waldemar Fydrych („Major”)

Pierwszy raz Mila zobaczyłem na scenie. Było to podczas koncertu grupy Osjan w Toruniu w latach siedemdziesiątych.

Zespół powstał w 1971 roku. Założyli go Jacek Ostaszewski, Marek Jackowski i Tomasz Hołuj. Trio występowało regularnie w krakowskiej Piwnicy „Pod Baranami”. W 1975 roku Osjan stał się duetem. Grupę opuścił Jackowski. Po roku do grupy dołączył Milo Kurtis. Dołączył oficjalnie, bo już wcześniej okazjonalnie z nimi współpracował. Przez lata przez zespół przewinęli się tacy muzycy jak: Tomasz Stańko, Zygmunt Kaczmarski, Radosław Nowakowski, Jacek Wolski, Wojciech Waglewski, Karol Szymanowski, Antymos Apostolis, Sarandis Juvanidis, Jorgos Skolias, Anna Sikorzak-Olek, Jerzy Słomiński. Podczas kilku koncertów w epizodycznych rolach wystąpiły także Kora oraz Małgorzata Ostaszewska. Repertuar Osjana to intuicyjna muzyka etniczna, inspirowana jazzem i folkiem, głównie instrumentalna, w której centralne miejsce zajmuje rytm i cisza pomiędzy dźwiękami. Tu Szanowny Czytelniku możesz się wsłuchać: Osjan – Muzyka Fruwającej Ryby

Młode pokolenie nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak grupy muzyczne wpływały na upodmiotowienie się, w czasach komunizmu, kultury poprzez dobrą i niezależną od polityki państwa sztukę. Osjan był grupą, która wnosiła do naszego życia niezależność w stosunku do jakiejkolwiek polityki, co w czasach komunizmu było pewnym obrazoburstwem. Do dzisiaj wspominam jak z Milo urządziliśmy dużą eskapadę po warszawskich klubach w 1989 roku. Było ciepło, w powietrzu wisiała nieznana droga stojąca przed naszym krajem. Potem wyjechałem do Paryża. Po dziesięcioletniej nieobecności wróciłem i spotkaliśmy się dopiero przed rokiem, na imprezie w Teatrze „Kamienica”. Dzisiejszy wpis i przemyślenia idą w tym kierunku byśmy mogli się niebawem spotkać. Czas upływa, życie się kurczy, mieszkamy w jednym mieście. Na koniec pragnę tylko powiedzieć – wielka szkoda, że o ludziach o tak ogromnych talentach i zasługach zapomina się i nie potrafi wykorzystać w naszym kraju. Jest ich wielu.

„Na początku był chaos” – audycja Milo Kurtisa

Zobaczyliśmy się ponownie 20 marca 2018 roku. Spotkałem się z Milo Kurtisem w Radiu Wnet podczas audycji „Na początku był Chaos”, której gospodarzem jest Milo. Tutaj jest zapis tej audycji. Zapraszam do wysłuchania: [MAJOR u Milo Kurtisa]