Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Krasnoludki i gamonie. Milo Kurtis

Waldemar Fydrych („Major”)

Pierwszy raz Mila zobaczyłem na scenie. Było to podczas koncertu grupy Osjan w Toruniu w latach siedemdziesiątych.

Zespół powstał w 1971 roku. Założyli go Jacek Ostaszewski, Marek Jackowski i Tomasz Hołuj. Trio występowało regularnie w krakowskiej Piwnicy „Pod Baranami”. W 1975 roku Osjan stał się duetem. Grupę opuścił Jackowski. Po roku do grupy dołączył Milo Kurtis. Dołączył oficjalnie, bo już wcześniej okazjonalnie z nimi współpracował. Przez lata przez zespół przewinęli się tacy muzycy jak: Tomasz Stańko, Zygmunt Kaczmarski, Radosław Nowakowski, Jacek Wolski, Wojciech Waglewski, Karol Szymanowski, Antymos Apostolis, Sarandis Juvanidis, Jorgos Skolias, Anna Sikorzak-Olek, Jerzy Słomiński. Podczas kilku koncertów w epizodycznych rolach wystąpiły także Kora oraz Małgorzata Ostaszewska. Repertuar Osjana to intuicyjna muzyka etniczna, inspirowana jazzem i folkiem, głównie instrumentalna, w której centralne miejsce zajmuje rytm i cisza pomiędzy dźwiękami. Tu Szanowny Czytelniku możesz się wsłuchać: Osjan – Muzyka Fruwającej Ryby

Młode pokolenie nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak grupy muzyczne wpływały na upodmiotowienie się, w czasach komunizmu, kultury poprzez dobrą i niezależną od polityki państwa sztukę. Osjan był grupą, która wnosiła do naszego życia niezależność w stosunku do jakiejkolwiek polityki, co w czasach komunizmu było pewnym obrazoburstwem. Do dzisiaj wspominam jak z Milo urządziliśmy dużą eskapadę po warszawskich klubach w 1989 roku. Było ciepło, w powietrzu wisiała nieznana droga stojąca przed naszym krajem. Potem wyjechałem do Paryża. Po dziesięcioletniej nieobecności wróciłem i spotkaliśmy się dopiero przed rokiem, na imprezie w Teatrze „Kamienica”. Dzisiejszy wpis i przemyślenia idą w tym kierunku byśmy mogli się niebawem spotkać. Czas upływa, życie się kurczy, mieszkamy w jednym mieście. Na koniec pragnę tylko powiedzieć – wielka szkoda, że o ludziach o tak ogromnych talentach i zasługach zapomina się i nie potrafi wykorzystać w naszym kraju. Jest ich wielu.

„Na początku był chaos” – audycja Milo Kurtisa

Zobaczyliśmy się ponownie 20 marca 2018 roku. Spotkałem się z Milo Kurtisem w Radiu Wnet podczas audycji „Na początku był Chaos”, której gospodarzem jest Milo. Tutaj jest zapis tej audycji. Zapraszam do wysłuchania: [MAJOR u Milo Kurtisa]

Reklamy


Dodaj komentarz

Krasnoludki i gamonie. List otwarty do Prezydenta Wrocławia dr. Rafała Dutkiewicza

Waldemar Fydrych

Waldemar Major Fydrych i happaning na Świdnickiej. Fot. Wiesław Dębicki

Szanowny panie Prezydencie

Informuję, że zarządzany przez Pana Magistrat coraz bardziej wygląda na grupę przestępczą raczej, niż na instytucję zaufania publicznego. Widać szczególnie to na sali sądowej, gdzie od siedmiu lat toczy się mój proces z Gminą Wrocław. Dotyczy on grafiki „Krasnoludka” używanej niegdyś przez Gminę w celach promocyjnych, co naruszało moje prawa autorskie. Pomimo starań Pana adwokatów i pracowników zostało to już udowodnione w Sądzie. W rezultacie Pan był zobowiązany mnie przeprosić publicznie, a wyrok się uprawomocnił. Obecnie toczy się dalszy etap sprawy o wysokość zadośćuczynienia, które winna mi jest Gmina Wrocław. Wychodzą znów na jaw różne niespodziewane fakty. Dla przykładu: 5 maja tego roku podczas jednej z rozpraw okazało się, że Gmina nie udostępniła biegłemu sądowemu kompletu materiałów niezbędnych do wyceny roszczeń. Sąd zobowiązał Gminę, by w przeciągu miesiąca dostarczono Sądowi dokumenty takie jak faktury na ponad milion złotych stanowiące rozliczenia programów miejskich, w których występował „Krasnoludek”. Są to dokumenty, które Gmina jest zobowiązana posiadać zgodnie z ustawą o finansach publicznych. A przecież ukrywanie dowodów, niszczenie, fałszowanie, zacieranie śladów jest karalne.

Sąd Okręgowy mimo braku wspomnianych dokumentów w dniu 3 lipca br., aby nie przeciągać procesu, wydał kompromisowy wyrok, który w części oparł na własnym rozpoznaniu sprawy. Sąd wykazał i tak wiele cierpliwości. Wcześniej wysłuchiwał składane pod przysięgą ekscentryczne i fałszywe zeznania Pańskich pracowników. I o ile osobliwe wywody wspomnianych pracowników o pochodzeniu wrocławskich krasnoludków może dałoby się wytłumaczyć prokuraturze kolorowymi papierami, tak ukrywania dokumentów, nie wykonywania zobowiązań sądowych nie da wytłumaczyć się medycznie.

Dalsze prowadzenie tego procesu jest niekorzystne tak dla mnie, jak i Gminy Wrocław. Ja tracę zdrowie, a Gmina publiczne pieniądze. Wygrywa na tym jedynie wasz doradca prawny, profesor Markiewicz z Krakowa, który dzięki temu zarabia bardzo konkretne pieniądze podatników wrocławskich.

Teraz Gmina złożyła apelację, co sprawiło, iż my też musieliśmy ją złożyć. 31 grudnia mija termin, kiedy część tych dokumentów mogłaby ulec zniszczeniu zgodnie z upływem pięcioletniego obowiązku ich przechowywania. Przestrzegam przed taką pokusą. O sprawie brakujących dokumentów nie tylko wie już Sąd, ja i Pan oraz pańscy prawnicy. Teraz informuję o tym też publiczność. Można by się tylko zastanowić, kto jeszcze tego nie wie. Dlatego radzę uczciwie zabezpieczyć te dokumenty, niezwłocznie przekazać je Sądowi i pozwolić naliczyć należność, a nie dalej udawać, że głowa jest w piasku. Raczej nikt nie uwierzy po tym liście, że jest Pan strusiem.

Z poważaniem
Major Waldemar Fydrych

Ps. W szczególności Gmina Wrocław nie dostarczyła kompletu dokumentów dotyczących:

I. programów edukacji zdrowotnej, w szczególności:
1. dotacji na rzecz podmiotu prywatnego w ramach dwuletniego programu realizowanego w latach 2010 i 2011 przez stowarzyszenie Forum Medicum (KRS: 0000197481, NIP: 8982040139, REGON: 932983320) na podstawie umowy D/WZD/931/2010-2012, w skład którego wchodzą następujące dotacje:
a) dotacja w kwocie 300 000,00 PL, pozycja 525 na liście umów jednorocznych 2010, data rozpoczęcia realizacji zadania 01.09.2010
b) dotacja w kwocie 300 000,00 PLN, pozycja 73 na liście umów wieloletnich 2011 w kwocie 300 000,00 PLN, data rozpoczęcia realizacji zadania 01.09.2010

oraz
2. dotacji na rzecz podmiotu prywatnego w ramach dwuletniego programu realizowanego także przez stowarzyszenie Forum Medicum w latach 2012-2014 na podstawie umowy D/WZD/1142/1/2012-2014, w skład którego wchodzi dotacja w kwocie 440 500,00 PLN, pozycja 95 na liście umów wieloletnich 2012

a także

II. programu szkoleń z pierwszej pomocy realizowanego przez Wydział Zdrowia UM Wrocław w pierwszym półroczu 2012 r.
III. portalu wroclove2012.com, realizowanego przez firmę Dynamicom, który to portal funkcjonował w okresie od połowy roku 2010 do końca roku 2012, szacowany koszt realizacji powyżej 1 miliona złotych.

Rafał Dutkiewicz na inauguracji World Games we Wrocławiu. Fot. Maciej Kulczyński


1 komentarz

Krasnoludki i gamonie. Chciałem ponownie być chuliganem

Waldemar Fydrych („Major”)

Agnieszka Couderq-Kubas i Major Waldemar Fydrych fot. Martin Mair

Od ośmiu lat nie oglądam telewizji, co jest dobre ze względów zdrowotnych. Od tego czasu telewizja stopniowo przestała mnie też oglądać na żywo lub prawie na żywo. Prawdopodobnie bywam jako zmumifikowana postać z rzadka w programach kulturalnych lub historycznych. Ostatnio jednak pojawiłem się w programie „Spotkanie z Chuliganem”.

Jest to program prowadzony w TV Republika przez Piotra Lisiewicza, audycja jest nagrywana w dawnym bunkrze gaulajtera na półżywo czyli jednego dnia wizyta w studio, za kilka dni jesteś na antenie. Same przygotowanie audycji było dla mnie nie lada wydarzeniem. Najpierw musiałem przed samym sobą przyznać się, że się zdeklasowałem. Że upadłem jako były chuligan na dno. Nikomu nie wpieprzyłem od bardzo dawna, nie uczestniczyłem w żadnej bójce. Zastanawiałem się, co zrobić, jak podreperować swoją reputację jeszcze przed programem. U Lisiewicza bywają kibole, zakapiory a ja stary dziad upadłem. Nawet kibice Legii, kiedy pewnego dnia paradowałem w czarnym szalu w barwach Polonii patrzyli na mnie z politowaniem.

Jedna z największych zniewag spotkała mnie kilka lat wstecz, kiedy udałem się z kolegami Sławkiem Cyniakiem i Arturem Karwickim czyli Gamoniami na Krakowskie Przedmieście. Było to 11 listopada, na transparencie nieśliśmy napis „Szukamy Guza”, niestety ponieśliśmy klęskę, zainteresowanie było duże, obfotografowano nas, spacerujący ustawiali się co chwilę do zdjęcia, ale tego czego szukaliśmy, nie dostaliśmy.

Przed programem postanowiłem komuś wpieprzyć albo przynajmniej zaatakować. Czasu miałem bardzo dużo, program, z mojej przyczyny był przesuwany. Kombinowałem komu przyłożyć. „Aby to miało sens powinienem” – myślałem intensywnie „przeprowadzić atak na znanego polityka”. Nie miałem wątpliwości, że politycy zapewnią mi rozgłos jako chuliganowi. Ale najatrakcyjniejsi politycy byli nieosiągalni.

Prezes Kaczyński był już zajęty przez innych, nawet mniej znacznych niż ja chuliganów. Premier Beata Szydło niestety też, a poza tym ja mam ambicję bycia chuliganem a nie damskim bokserem. Pozostali mi politycy z niższej półki. Kandydatem dobrym był minister kultury, lecz jest już atakowany, przez kulturalne ciocie. Wyobrażałem sobie udany atak na ministra. Niestety, kiedy dowiedziałem się, ze posiada czarny pas w judo poczułem się jeszcze bardziej zagubiony. Oczywiście, pozostawali politycy z opozycji, ale to głównie o nich powstaje satyra. Nikt by nie uwierzył, że na serio atakuję opozycję, raczej wyszedłbym na performera a nie chuligana.

Tak zmęczony myśleniem wylądowałem w Poznaniu w miejscu audycji. Przed wywiadem red. Lisiewicz lubi sobie strzelić lufę śliwowicy. Pija śliwowicę w pewnym parku. Wychyliliśmy śliwowicę w krzakach. Miałem jeszcze szansę zrealizować tam swoją inną potrzebę. Chciało mi się sikać.

Lisiewicz stworzył tym piciem szansę na zrobienie na miejscu czegoś wielkiego, ale nie odważyłem się sikać na alejce, nie szprycowałem nawet ściany jakiegoś budynku przyległego do wspomnianych krzewów. Nawet nie mogłem się zaliczyć do obszczymurków – najniższej kategorii chuliganów.

Potem już tylko poszliśmy do studia, jedyną pociechą było, że owe studio mieści się w rezydencji byłego Arthura Karla Greisera, a dokładnie wywiad miał miejsce w jego bunkrze. Nie pozdrowiłem tego miejsca, nie stanąłem z wyciągniętą ręką.

Jak trudno zostać chuliganem.

Wywiad jest poniżej w komentarzu: