Spółki Miejskie


1 komentarz

Wolność to komfort. Ostatnie Pogo

Wiesław Cupała

Perfumowane Who? Yeah! Marek Krukowski i Wiesław Cupała

Panie i Panowie
Panowie i Panie
to już ostatni
kawałek
ostatnie na dzisiaj
zagranie

lecz choć ten
kawałek ostatni
to nie śpieszcie się
jeszcze
do szatni

zatańczmy pogo
jeszcze raz
ostatni raz

pogo pogo pogo
ostatnie pogo
tak frunąć nad
podłogą
choćby z kulawą
nogą
na przekór bogom

zatańczmy pogo
jeszcze raz
ostatni raz

Reklamy


Dodaj komentarz

Wolność to komfort. Wolny rynek

Wiesław Cupała

Folwark zwierzęcy – kreskówka z 1954 roku

Czy się spowiadacie
przy bankomacie
czy jakiś debet
na koncie macie

Czy się spowiadacie
w komisariacie
czy coś kryminalnego
na sumieniu macie

Nie ma kata
nie ma bata
mamy VAT-a
mamy VAT-a

Mamy PIT-a
mamy CIT-a
a o zdanie nikt nie pyta
pogoda jest znakomita

Czasem mamy też kredyta
mamy ZUS-a
mamy KRUS-a
Oj, bez ZUS-a nic nie rusza

Wolny rynek
wolny rynek
nie dla chłopców
nie dla dziewczynek

Wolny rynek
jest dla świnek
dla pazernych
świnek jest


1 komentarz

Wolność to komfort. Pomarańczowa Inicjatywa Wyborcza

Anna Roś
Wiesław Cupała

Poprzednia część wywiadu: Wolność to komfort. Wszyscy proletariusze bądźcie piękni

„Socjalistyczny surrealizm – pozorna demokracja, pozorna prawda, pozorna opozycja, realna nędza i realna nienawiść, brak przeszłości, teraźniejszości i przyszłości – zmuszają do poszukiwań odpowiedzi na to wyzwanie czasu. Jedynie dostrzeżenie piramidalnego absurdu tej pozornie realnej sytuacji umożliwia trzeźwe spojrzenie i znalezienie właściwego wyjścia – wyjścia poza stan obezwładniającej społeczeństwo niemożności. (…) Przestańmy wreszcie pogrążać się w beznadziejnej szarości, smutku i śmiertelnej powadze – to do niczego nie prowadzi! Twórcza radość, optymizm i wiara we własne siły są lekarstwem zdolnym nas wyleczyć z najcięższych chorób – także tych paraliżujących jakikolwiek postęp – nienawiści, demoralizacji i pogardy dla wszelkiej władzy.”

(Fragm. ulotki Pomarańczowej Inicjatywy Wyborczej)

Wiesław Rotmistrz Cupała

Jak zareagowaliście na kompromis Okrągłego Stołu?

Sceptycznie. Czuliśmy, że robią nas w konia. Wybory do Sejmu nie były demokratyczne, były plebiscytem. Podczas trwania ustaleń Okrągłego Stołu zawarto kontrakt, że 35 procent miejsc będzie miał Komitet Obywatelski skupiony przy Lechu Wałęsie, a 65 procent PZPR i jego sojusznicy. Tajemnicą poliszynela było to, że na prezydenta zostanie wybrany Wojciech Jaruzelski. Za to ordynacja wyborcza do Senatu była w pełni demokratyczna. Postanowiliśmy w związku z tym porobić sobie z Waldkiem jaja. Siedząc na cypelku nad Odrą na Wyspie Opatowickiej obmyśliliśmy plan. Wpadłem na pomysł, żeby na senatora, jako niezależny kandydat, startował nasz kolega Pablo (Piotr Adamcio – Porucznik 14 Pułku). Za jego kandydaturą przemawiał jego image: miał bardzo grube szkła, był mały, wiecznie niedogolony i zabiedzony. Jego zdjęcie świetnie nadawałoby się na plakat wyborczy. Wymyśliliśmy też pasujące do jego wyglądu hasło – „Twój głos, Mój los.” Koncepcja była wspaniała. Okazało się jednak, że Piotr nie spełnił naszych oczekiwań i zawiódł. Nie pojawił się na spotkaniu przedwyborczym, bo przeszkodziła mu w tym skomplikowana sytuacja uczuciowa. W tych okolicznościach sam Waldek zdecydował się kandydować do Senatu prowadząc Kampanię Prezydencką pod hasłem – „Pomarańczowy Major czy Czerwony Generał? Rozluźnij się i pomyśl, wybór należy do ciebie.” Chciał zrobić Jaruzelskiemu konkurencję.

NAF Dementi

Plakat Majora był zdecydowanie najlepszym plakatem tych wyborów i zdominował wizualnie całe miasto. Jechałem raz z Waldkiem taksówką i taksówkarz mówi: O, chłopiec z plakatu!

Kampania trwała od marca do czerwca. Był to jeden wielki happening, który wywołał duże emocje w środowisku Pomarańczowej Alternatywy i nie tylko. Powstała Pomarańczowa Inicjatywa Wybocza w skład której wchodziłem ja, Wojtek Gorczyński i Tadek Złotorzycki. Ten ostatni zorganizował budowę trybuny pod zegarem na ulicy Świdnickiej, w której stale ktoś dyżurował, a wokół niej zawsze „coś” się działo. Major wygłaszał przemówienia, odbywały się koncerty i występy teatrów ulicznych itp. Codziennie pod trybuną gromadził się tłum. Zorganizowaliśmy zbieranie podpisów, aby móc formalnie zarejestrować kandydata. Potrzeba było 3 tysiące podpisów. W czasie trwania tej kampanii powstał film Marii Zmarz-Koczanowicz pt. „Major albo Rewolucja Krasnoludków”, gdzie można obejrzeć zapis tej kampanii (patrz też komentarz pod tekstem).

Trybuna Fot. Mieczysław Michalak

Czy wszystko przebiegło po waszej myśli?

Prawie wszystko. Tuż przed wyborami, w Dzień Dziecka, nastąpiło zagęszczenie zdarzeń artystycznych związanych z kampanią. Krasnoludki opanowały rynek i okolice. Odbywało się mnóstwo przedstawień teatralnych, występowali muzycy, były tłumy. Zdarzył się jednak pewien zgrzyt. Kolega, którego nazwiska nie pamiętam (nazwijmy go Minotaurem) miał wizję, że zbuduje na rynku labirynt, po którym będą błądzić ludzie. Dostał pieniądze, żeby ten pomysł zrealizować. Okazało się jednak, że zrobił to bardzo niechlujne. Poznosił z różnych sklepów kartony, nawiózł 25 ton toksycznego popiołu z Huty Siechnice i wywalił to wszystko na rynek. To było wszystko z jego strony. Myślał, że ludzie będą tym popiołem napełniać kartony i budować z nich labirynt. Sam ubrał się w garnitur i krawat, i niczym kierownik budowy przechadzał się dumnie po rynku. Oczywiście nic nie wyszło z labiryntu. Tylko grupka dzieci bawiła się tym popiołem zanieczyszczonym metalami ciężkimi niczym w piaskownicy.

Nieudany Labirynt na Rynku Fot. Mieczysław Michalak

Wieczorem okazało się, że Waldek samotnie sprząta góry popiołu, żeby doprowadzić rynek do pierwotnego stanu. Pobiegłem mu pomóc z trzema osobami ze Szczecina, które czekały na pociąg. W piątkę ładowaliśmy te 25 ton do godziny 6 rano. Nie dość, że pieniądze zostały wyrzucone w błoto, to jeszcze musieliśmy się natyrać i zapłacić za śmieciarki. Waldek nocował wtedy u mnie na Olszewskiego. Gdy doszliśmy do domu, to z dwa dni nie mogliśmy dojść do siebie. Jak się trochę pozbieraliśmy nadal kontynuowaliśmy happening, drukowaliśmy plakaty i rozklejaliśmy je, choć było już po wyborach. Chcieliśmy uzmysłowić ludziom, że Jaruzelski będzie prezydentem, bo zostało to ustalone w kuluarach Okrągłego Stołu i że są to kpiny z demokracji.

Jaki był wynik tych wyborów?

Waldek był trzeci w swoim okręgu. Pierwsze miejsce zajął oczywiście kandydat Komunitetu Obywatelskiego – Prof. Karol Modzelewski, drugie Antoni Gucwiński – ówczesny dyrektor wrocławskiego ZOO, popierany przez PZPR. Wielkim naszym sukcesem magicznym było to, że jak głosi plotka cały batalion ZOMO skoszarowany na ulicy Witolda zmówił się i głosował na Waldka.

Mieliście jakieś fundusze na kampanię?

Tak. Mieliśmy budżet. 2000 $ od Ireny Lasoty z Instytutu na rzecz Demokracji w Europie Wschodniej, była to nagroda dla Waldka za jego działalność oraz 100 $ od Solidarności Walczącej przeznaczone na kampanię wyborczą. Właśnie to stało się przyczyną późniejszych niesnasek.

Jakich niesnasek?

To było już po wyborach, ale szło właśnie o te pieniądze. Było to absurdalne, bo były to pieniądze Waldka i mógł z nimi zrobić co chciał. Mógł sobie na przykład kupić mieszkanie 2 pokojowe, bo wtedy to były naprawdę duże pieniędze. W każdym razie od tego momentu zaczęły się w Pomarańczowej Alternatywie różne kwasy i spiski, żeby Majora odstawić.

Dolar amerykański z portretem Majora

Czy udało się uzurpatorom przejąć władzę?

Walka o władzę jak cała Pomarańczowa Alternatywa była od czapy. Krzysztof Albin, współorganizator kilku happeningów, wystąpił w Teleekspresie. Mówił, że teraz czas na młodzież, że Waldek jest już stary, a oni-młodzi będą sobie robić kluby jazzowe itp. i żeby oddał im pieniądze. Po kampanii tych pieniędzy zostało niewiele. Waldek się wściekł, ale udało mi się go powstrzymać przed publicznym wybuchem. A ponieważ wtedy dojście do mediów było łatwe, to okazało się, że w jeden dzień w Teleekspresie występował Krzysiek i mówił, żeby Major oddał pieniądze, a w drugi dzień występował Major i nic nie mówił o pieniądzach, tylko rozdawał dolary na rynku w Warszawie, i tak na zmianę przez pięć dni. Wszyscy myśleli, że to jest kolejny happening medialny, a to była nieudana próba puczu. W końcu Krzysiek przygotował wielki happening na rynku pt. Karnawał Żebraczy. Zbudował wielkie rusztowanie i podburzał młodą alternatywę przeciwko Majorowi. My z Waldkiem kupiliśmy dużo takich plastikowych trąbek, piszczałek, klaksonów i rozdaliśmy je ludziom. Jak Krzysiek zaczął przemawiać z tego rusztowania, to tłum zrobił taką kocią muzykę, że nic nie było słychać. Zdenerwowany Krzysiek zszedł z rusztowania, a Major zajął jego miejsce i zaczął rozrzucać fałszywe jednodolarówki ze swoją podobizną i w ten sposób, przejmując happening, skończyliśmy z tym „zamachem stanu”. To był jeden z ostatnich głośnych happeningów (22 lutego 1990 roku). Potem były jeszcze różne akcje, ale nie tak głośne. Plan Balcerowicza spowodował, że każdy osobno musiał walczyć o przetrwanie. Major wyjechał do Francji, a towarzystwo się rozproszyło.

Karnawał Żebraczy Fot. NAF Dementi

Podsumowując wszystkie części naszej rozmowy. Jak reagowali na Pomarańczową Alternatywę inni twoi znajomi z opozycji?

Ciekawe jest to, że duża część opozycji wcale nie pochwalała tych działań. Uważano je za niepoważne. Wiele razy spierałem się o sens krasnoludków i happeningów.

A jaki był sens?

Sensem był surrealizm. Nie było w tym żadnej ideologii, pomimo tego, że uważaliśmy się za anarchistów. Happeningi nie były strajkami, nie wysuwaliśmy żadnych postulatów, chyba, że surrealistyczne. Tak samo, jak wykrzykiwane przez nas hasła i rozrzucane ulotki. Było to bardzo świeże. Dzięki happeningowej formule akcji, każdy mógł się włączać do zabawy, nawet jeśli był tylko przypadkowym przechodniem. Pomarańczowa Alternatywa była wentylem bezpieczeństwa łagodzącym napięte stosunki między państwem a obywatelami. Były to nielegalne zgromadzenia, ale tak nonsensowne, że aż rozbrajały. Milicja oczywiście musiała reagować, ale absurd sytuacji udzielał się także im. Mam doświadczenia z różnymi formami oporu, ale kto wie, być może to właśnie surrealizm jest najskuteczniejszą formą społecznego protestu.