Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Wolność to komfort. Kurwe i Orientacja Anaviet Kurwajak’77 Wspak Na Zad

Anna Roś
Wiesław Cupała

żeby docenić poezji
smak
jesteśmy tam gdzie ptak
kurwajaak

*

W latach 77-80 wydawałeś z kolegami gazetkę Kurwe zawierającą opowiadania i poezję. Kto z tobą ją współtworzył? Skąd się znaliście i jak wpadliście na pomysł jej wydawania?

Kurwe wydawała wymyślona przez nas organizacja Orientacja Anaviet Kurwajak’77 Wspak Na Zad czyli Andrzej Pluta, Tomek Pawłowicz i ja, czasem Marek Adamkiewicz. Znaliśmy się jeszcze z Liceum Ogólnokształcącego nr 1 w Szczecinie, ale na pomysł wydawania gazety wpadliśmy później, na studiach. W tym czasie studiowaliśmy w różnych miastach. Ja studiowałem Matematykę, Marek Adamkiewicz Fizykę, Tomek Pawłowicz Historię Sztuki, wszyscy na Uniwersytecie Wrocławskim, a Andrzej Pluta Filozofię na KUL-u w Lublinie. Spotykaliśmy się latem. Często gościliśmy u zaprzyjaźnionego gajowego Bena. Miał on leśniczówkę w okolicach Trzebierzy Szczecińskiej, z dużą ilością pokoi i miejsc do spania. Jechało się tam piętrusem około godziny ze Szczecina. W czasie jednej z takich wizyt w leśniczówce zdecydowaliśmy się wydawać gazetę. Byliśmy wówczas zafascynowani dadaizmem i surrealizmem, pisaliśmy wiersze i różne opowiadanka. Chcieliśmy, żeby nas czytano. Udało nam się zdobyć starą, poniemiecką maszynę do pisania i mogliśmy zaczynać.

Orientacja Anaviet Kurwajak’77 Wspak Na Zad czyli redakcja „Kurwe” – Andrzej Pluta, Wiesław Cupała, Tomek Pawłowicz, Marek Adamkiewicz.

Dlaczego nazwaliście ją Kurwe?

Zastanawialiśmy się jak ją nazwać, wybór padł na słowo Kurwe, które po łacinie oznacza zakręt, ale jednocześnie zawiera w sobie przekleństwo. Czuliśmy zbliżający się zakręt historii. Były to czasy późnego Gierka. Pokolenie powojennego wyżu dochodziło do głosu. Coraz liczniejsze były zloty hipisów, zaczynało kwitnąć życie podziemne, pojawiła się opozycja. Byliśmy bardzo zaangażowani w działalność opozycji. To był czas, gdy wielkimi krokami zbliżał się Sierpień 80. Wszystko było wtedy polityczne. „Kurwe” stworzyliśmy jako swoisty, surrealistyczny azyl od tej polityczności.

Co zawierało pismo?

Kurwe miało być tworem, który nie zajmował się ani polityką, ani ezoteryką, bo to były główne tematy wydań podziemnych. My chcieliśmy być niezależni od tego wszystkiego. Pismo zawierało opowiadania, wierszyki, obrazki, znalazł się w nim nawet słownik bluzgu niezależnego, gdzie alfabetycznie wypisane były wszystkie wymyślone przez nas brzydkie słowa.

 

Postanowiliśmy wydawać periodyk będący zarazem immanentnym publikatorem sensu largo. Kurwe powstało jako wynik pracy i jako taki jest przedsięwzięciem na miarę swojego czasu. Długo szukaliśmy odnośników historycznych i mogę stwierdzić z całą, tak pożądaną szczerością, że ich nie znaleźliśmy. Jednak nie należy obawiać się o uwiąd naszego przedsięwzięcia.

Jeśli brak tradycji może spowodować ów uwiąd, to nam to nie grozi, gdyż poza nami hepatitis viralis a przed nami świetlana przyszłość. Nie znając treści pozostałych numerów i z powodu owej hepatitis pozbawieni procentów tak powiększających zakres naszej wyobraźni nie możemy sprecyzować charakteru pisma. Tako będzie to pismo o niesprecyzowanym charakterze. Tym lepiej.

Pisaliście pod dziwacznymi psedonimami. Mógłbyś je przypomnieć.

Bronisław Splachetko Jr, Gerard Fistuła, mgr Ewa Goy, Jurij Powidłło, Eliasz Waluszek, Maksymilian Lump-Proletariacki, Wieńczysław Konstanty, Kalikst von Trupka. Nie pamiętam teraz wszystkich. Redaktorem naczelnym był w każdym razie Bronisław Splachetko Junior.

 

Nota o Autorze:

Cała twórczość Bronisława Splachetki Juniora jest w swej istocie autobiograficzna, ale pisarzem wybitnym stał się dzięki temu, że pobłażania własnym słabościom potrafił użyć jako odskoczni do czystej bezstronności. Splachetko to dramaturg, który sam jest najciekawszą ze stworzonych przez siebie postaci. Jego autobiografia odwraca jednak od tego faktu uwagę i dlatego choćby skrótowe poznanie jej pozwala na przyjemniejsze i mądrzejsze czytanie jego dzieł.

Urodził się w roku 1948, dokładnie w przeddzień którejś z niedziel tego roku. Jego ojciec nazywał się Splachetko i był jednostką nieprzystosowaną /społecznie, rodzinnie, etnicznie, geograficznie i kulturowo/, z tego też powodu stawał się częstą przyczyną nieporozumień /społecznych, rodzinnych, etnicznych, geograficznych i kulturowych/. Wynikiem jednego z takich właśnie nieporozumień było poczęcie Bronisława Splachetki Juniora.

Kiedy jego matka była w ósmym miesiącu ciąży zaatakował ją byk. Ronionego Bronisława wydobyto cesarskim cięciem. Był drobny, z dużą głową. Później w szkole trapił się swoim niskim wzrostem. Pisząc o tym porównywał siebie do „chodzącej, owłosionej półlitrówki”.

Bronisław twierdził, że kiedy miał cztery lata zdarzyło się coś, co raz na zawsze dało mu poczucie pewności siebie. I w dużej mierze jest to przeświadczenie uzasadnione, choć szczerze mówiąc traktuję te „cztery lata” dość nieufnie, gdyż Splachetko miał skłonności do wiązania pewnych swoich cech, które wyjaśnić można genetycznie, z określonymi ściśle fragmentami swego życia.

Pierwszą dziewczynę rozebrał, kiedy miał pięć lat. Była o rok od niego starsza, a rzecz miała miejsce w spiżarni podczas imieninowej popijawy urządzonej przez ojca. Warto o tym wspomnieć, gdyż erotyzm odgrywa istotną /jeżeli nie dominującą/ rolę w całej twórczości Splachetki.

Krótki pobyt w Zielonej Górze zrodził w Bronisławie reformatora moralnego: oburzało go wszystko. Począwszy od fałszu, a na maszynach do szycia wyobraźni skończywszy. Jednak te moralizatorskie zapędy prędko wybito mu z głowy stosując wypróbowane od stuleci techniki retendencyjne.

Pierwszym ambitnym utworem Splachetki był podobno trzy tysiące wierszy liczący poemat epicki – opis podróży z Niekłończycy do Uniemyśla, którą zamierzał odbyć pociągiem pijaniutki w tzw. sztok. Jednak po przeczytaniu książki „Moskwa – Pietuszki” Wieniedykta Jerofiewa zniszczył swoje dzieło i już nigdy temat podróży nie powracał ani nie przyświecał w jego twórczości. Temu to pewnie zawdzięczamy artystyczną statykę jego utworów. Statykę, zwaną przez Euzebiusza Piotra Jana Czyszyna, statyką dynamiczną.

W roku 1977 Orientacja Anaviet Kurwajak'77 Wspak Na Zad zaangażowała Bronisława Splachetkę Jr na redaktora naczelnego swojego pisma „Kurwe”. Znakomity zmysł organizacyjny pozwolił Splachetce na stworzenie najbardziej wypukłego w stronę północy zespołu redakcyjnego w historii ludzkości /ze szczególnym uwzględnieniem prasy/. Jednak ta ciężka praca wyczerpała zdawałoby się niespożyte, siły pisarza. Po pewnych dziwnych i tajemniczych zdarzeniach Bronisław Splachetko powiesił się na własnych szelkach pierwszego sierpnia 1978 roku.

Do najwybitniejszych dzieł tragicznie zmarłego pisarza należą „Swobodne wariacje na temat naszej żony, która drapie się”.

Mgr Ewa Goy*

Ile numerów wydaliście i w jakich nakładach?

Wyszły tylko trzy numery. Pismo było wydawane raz do roku. Wielkość nakładów była niewielka dziesięć, piętnaście egzemplarzy. Jeden tomik wydaliśmy przy pomocy kalki hektograficznej, nakład był od dwudziestu do pięćdziesięciu egzemplarzy. Czasami udawało się zwiększyć nakład, jeśli ktoś zdobył dostęp do kserografu, były to bardzo pilnowane maszyny w tym czasie. Największy nakład miał pierwszy numer, który przywiozłem do Wrocławia i Marek Burek go skserował, pozostałe numery i tomiki rozchodziły się wśród znajomych w Szczecinie.

Z jakim przyjęciem spotykała się wasza gazeta?

Przeważnie wzbudzała śmiech. To była zabawa i dla nas, i dla naszych czytelników.

 

luudzie
czy jesteśmy
osłami wyjącymi
do słońca
czy też każdy
z nas ma coś
z zaskrońca
a może na ziemi
żyjemy w nudzie
luudzie
k
kobietyy
czy wy jesteście
z te j czy z innej
planety
kobietyy

dzieeci
zobaczcie jak
ten czas
leci
dzieeci

luudzie
okazało się
już ukazało się
że żyjemy
w brudzie
luudzie
*

Jak wyglądały numery Kurwe?

Pismo miało format A4, około dwudziestu stron przebitki maszynowej. Było justrowane, co w tamtych czasach było rzadkością. Mieliśmy też bardzo ładne ilustracje i ręcznie robione okładki. Myślę, że wynaleźliśmy nową technikę graficzną. Niesamowite efekty uzyskiwało się stosując aceton, watę, papier kredowy i fotografie z kolorowych tygodników takich jak Razem czy Perspektywy. Teraz ze względu na inny rodzaj farby ta metoda nie pracowałaby. Pomysły różnych kolaży, które wtedy powstały nabrały drugiego życia po dziesięciu latach w okresie rozkwitu Pomarańczowej Alternatywy.

Czy zachowały się jakieś egzemplarze?

Nie jestem niestety w posiadaniu żadnego z numerów. Posiadam tylko fragmenty brudnopisów. Być może coś jeszcze zachowało się w archiwach IPN-u, ponieważ wielokrotnie te wydania były rekwirowane przez służby bezpieczeństwa jako pisma bezdebitowe (nieocenzurowane) przy okazji różnych rewizji. Ewenementem był tomik wierszy moich i Andrzeja, który esbecy z obrzydzeniem odkładali po przejrzeniu kilku pierwszych stron. Przetrwał on chyba z siedem rewizji.

Dlaczego wasza gazeta była uznana przez władze PRL-u za zagrożenie? Przecież poza tym, że nie była ocenzurowana to właściwie nie robiliście nic złego, waszym celem nie było stawianie oporu raczej tęsknota za wolnością swobodnego wyrażania się.

No właśnie dlatego.

Czy ta potrzeba wolnej twórczości była w jakiś sposób związana z fascynacją zachodem? Dostęp do kultury zachodniej był co prawda utrudniony, ale możliwy.

Ja nigdy, specjalnie, „zachodem” nie byłem zafascynowany. Elementami kultury, owszem. Ale elementami kultury buntu, metodami walki bez przemocy stosowanymi przez zachodnich buntowników. „Zachód” nigdy nie był dla mnie żadnym rajem. Ponieważ, ze względu na działalność opozycyjną władze odmawiały mi paszportu należałem do licznego wówczas grona osób „wędrujących palcem po mapie”. Zbytnio nie cierpiałem z tego powodu.

Dlaczego wydawaliście ją tylko trzy lata?

Potem była Rewolucja Solidarności i zaczęły się inne rzeczy – Podziemie, Pomarańczowa Alternatywa. Coraz rzadziej spotykaliśmy się w Szczecinie i inicjatywa umarła śmiercią naturalną.

 

SENSACJA

NAJWIĘKSZA SENSACJA NASZEGO STULECIA !
ZASKOCZENIE TZW. PEŁNE !
NIKT NIC NIE ROZUMIE !
REDAKTOR NACZELNY „KURWE” TEŻ !
DEMONSTRACJE W NIEKŁAŃCZYCY I UNIEMYŚLU !
ORIENTACJA ANAVIET KURWAJAK”77 WSPAK NA ZAD PRZESTAŁA ISTNIEĆ !
ZDANIE POPRZEDNIE JEST NAJPRAWDZIWSZĄ PRAWDĄ !
KTO ZAWINIŁ ?
CO BĘDZIE DALEJ ?
CZY „KURWE” I BIBLOTEKA „KURWE” PRZETRWAJĄ ?
BRONISŁAW SPLACHETKO JR PODAJE SIĘ DO DYMISJI ?
PROTEST KONSULATU WYBRZEŻA KOŚCI SŁONIOWEJ !
EWA GOY NIE PODDAJE SIĘ ROZPACZY !
DYMISJA B. SPLACHETKO JR – NACZELNEGO REDAKTORA „KURWE” I JEGO NIESPODZIEWANE SAMOBÓJSTWO !
TRZĘSIENIE ZIEMI W SALONACH REDAKCYJNYCH !
SZELKI B. SPLACHETKO DOWODEM RZECZOWYM !
ZNOWU DEMONSTRACJE !
LIST KONDOLENCYJNY OD PIPI LANGSTROM ROTE ARMEE !
KALIKST VON TRUPKA ZACZYNA PIĆ !
JONATAN ORZYSZ UDAJE, ŻE NIC GO TO NIE OBCHODZI !
EWA GOY OBEJMUJE STANOWISKO REDAKTORA NACZELNEGO !
„KURWE” ORGANEM EWY GOY !
CZY UDA SIĘ NADROBIĆ ZALEGŁOŚCI ?
REZYGNACJA VIOLLETTY NOVAK !
DE LIRYK KALIGRAF ZNIKA !
GDZIE JEST POWYŻSZY ?
STRAJK PRACOWNIKÓW DSW „WŁASNYM SUMPTEM” !
PIERWSZA PRÓBA REAKTYWOWANIA ORIENTACJI NIEUDANA !
POLICJA WKRACZA DO MIESZKANIA DE LIRYKA KALIGRAFA I ZASTAJE GO GRAJĄCEGO W BIERKI ZE SOBĄ !
TAJEMNICE KOSZEWKA NADAL TAJEMNICZE !
PRÓBA ZAMACHU NA EWĘ GOY !
KAZIO GUMKA PŁACZE* !

* z materiałów archiwalnych

Reklamy


Dodaj komentarz

Wolność to komfort. Abstracadabra Digi Dada

Wiesław Cupała

Do mojego znoszonego, dadaistycznego kapelusza wrzuciłem kartki z cytatami Witkacego. Wyciągnąłem je w losowej kolejności i odczytałem:

„Jedynym naszym zaświatem, tak realnym, jak samo życie, jest sztuka. Żyjemy bowiem w epoce straszliwej, jakiej dotąd nie znała historia ludzkości, a tak zamaskowanej pewnymi ideami, że człowiek dzisiejszy nie zna siebie, w kłamstwie się rodzi, żyje i umiera i nie zna głębi swego upadku. Urodzić się garbatym Polakiem – to wielki pech, ale urodzić się do tego jeszcze artystą w Polsce, to już pech największy. Od genialności do trywialności tylko jeden krok. Czyż nie rozumiesz tych wymiarów, w których kontemplacja zwiędłej trawki na stokach Gubałówki zastąpi ci auto na Riwierze? Poza rzeczy-wistością nie szukaj już niczego, bo wistość tych rzeczy jest nie z świata tego. O wy, znikomo małe fakty, w nieskończoności czarnych żądz. O, jakże marne są wszystkie akty, tych, co się puszą, karki swe gnąc…

Z chwilą kiedy poezja wyzwoliła się powoli z utartych form rytmicznych i przestała być szeregiem wypracowań na zadane tematy, jak również bebechowo-wstrząsowym krzykiem, czy nawet rykiem na temat różnych uczuć życiowych, otworzył się niezmiernie szeroki horyzont czystej formy. Każdy może tworzyć byle co i ma prawo być z tego zadowolonym, byleby nie był w swej pracy szczerym i znalazł kogoś, który równie kłamliwie będzie to podziwiał. Lepiej jednak skończyć nawet w pięknym szaleństwie, niż w szarej, nudnej banalności i marazmie. Wartość tych kresek, tak dziś pogardzanych, oceni kiedyś jakiś przyszły znawca. Nic w nich, ach, nie ma modern udawanych, dyletantyzmów szewca albo krawca…”

Fabryka pracuje abstrakcje maluje. DIGIDADADIGIDA…


Dodaj komentarz

Wolność to komfort. Erika

Wiesław Cupała

AfroErica

Erika Steinbach
to całkiem niezła
laska

(po dupie
chętnie bym ją
pogłaskał)

cóż z tego,
że jest
wypędzona?

gdy łyknie setę
będzie
nieźle nakręcona

na seks

językiem
w usta jej się
zanurzyć

przejechać po zębach
zębami
dać się ugryźć

i lecieć dalej
z tym kawałkiem
ciała

(wiem,
że trochę będzie
udawała)

do krwi (pierwszej)
język jej
gryzę

oddaje delikatnie mi
mam w ustach smak
jej genów

chuj powoli wstaje
powoli
wstaje chuj

ręka
w kroczu
się zanurza

gdzie
jest ta
łechtaczka!?

rozrywam
jej bluzkę
guziki pryskają

(widać jest tradycyjna –
– takie słabo guziki
przyszywają

nie tak jak
kobiety sado
co lubią ból

i dla bólu
do łóżka
się kładą)

jesteśmy bardzo blisko
nasze ciała się splatają
nasze łona się spajają

jebać jebać
i się
nie bać

jebać policję
jebać tradycję
coby dziewicą być przestała

i to piosenka jest ta cała

Erika, Erika…

jej pupka
podryguje rytmicznie
podskakuje

do wspólnego
orgazmu niewiele
brakuje…

Erika, Erika…

spod smyka zielony kurz
lecą dźwięki różne
spod smyka

Erika już nie umyka
blisko jest
tuż tuż…

Piosenka zespołu Perfumowane Who? Yeah!
Vocal: Marek Krukowski, Wiesław Cupała
Tekst: Wiesław Cupała
Muzyka: Pi. Orzel
Film: Wiesław Cupała