Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Wesołe miasteczko. Muchomory tęczowe

Włodek Małkowski

muchomor tęczowy
w foliowej torebce
leży na parapecie
do góry ogonkiem
kołysząc się śmiesznie

Jan Marcin Szancer – Ułan i muchomor

Oświadczenie

Dzień dobry! W związku z tym, że dostałem SMS-a o ujawnieniu mojej teczki, znalezionej na strychu domu nieboszczki ciotki, w której znajdowały się zeszyty i książki z klasy trzeciej B szkoły podstawowej imienia Feliksa Dzierżyńskiego, książeczka SKO z wkładem 4,74 zł, list miłosny w formie wierszyka do niejakiej Wandy Wasilewskiej oraz dzienniczek z opiniami na mój temat dokonanymi przez pana wuefistę… No cóż! Postanowiłem, że nie będę publicznie odnosił się do wynikających z tego jakichkolwiek zarzutów pod moim adresem oraz na temat genezy początków mojej poezji, jak i umiłowania wszelkich sportów indywidualnych oraz zespołowych, ze wskazaniem na piłkę nożną i siatkówkę. Nie chcę, aby wybitnych sportowców, którym kibicuję łączono z tą sprawą. Wycofuję się także z życia społecznego, rezygnując z zamiaru kandydowania do nagrody za wiersz tygodnia na poetyckich stronach oraz z darmowych biletów na mecze.

***

No tak, skoro cały dzień mi zszedł na ruterach i instalowaniu sterowników, a więc na tym, na czym się nie znam, a mimo to się udało, to znaczy, że jestem bardziej wybitnie uzdolniony, niż mi się to mieści w głowie. Nawet z facebooka zaniepokojeni do mnie napisali z pytaniem, czy to ja loguję się z innej, nie znanej im galaktyki. Odpisałem, aby się nie wtrącali w nie swoje sprawy. A oni na to, coś o jakichś kosmicznych procedurach zakaszleli, bo podobno niejaki Tramp się na mnie skarży, że mu w konwersacji z Putinem przeszkadzam. Ale skoro się udało, to czas wreszcie na muzykę i wybitną poezję. Tak wybitną, że nawet mi się nie mieści w głowie, a więc nie do mnie pretensje o jej poziom, skoro z poza mojej głowy pochodzi, przez co czasami po nocach się zastanawiam: o co mi właściwie chodzi i czy to, aby na pewno mi o to chodzi, czy tylko coś przeze mnie przechodzi, czy też to ja tylko tak sobie przesmykiem głupoty pomykam.

Czas na pioseneczkę, bo smętny ten blues, a więc:

za to mienie bezspadkowe
każdy rolnik odda krowę
zaś mieszkańcy wielkich miast
wszystką wodę prąd i gaz
raz do roku przez sto lat
kto jest młody i bez pracy
odda rower
zadłużając się u taty
a dzieciaki hulajnogi
i tak właśnie tym sposobem
damy radę my Polacy

co tam krowa
co tam rower
po co dziecku hulajnoga
pieszo zdrowiej
świat się dowie i z podziwem
będzie czekał niecierpliwie
kiedy mu oddamy życie
bo jak nie to nogą tupnie
a wy gnoje a wy trutnie
wy faszyści rasiści
koniec z mową nienawiści

gdzie ta krowa
gdzie ten rower
za to mienie bezspadkowe?

Chryzantemy złociste w kryształowym wazonie… To straszne na jaką to głupotę człowiek jest narażony w tym środowisku, gdzie kryształowe wazony już nie są na topie, więc co tu się dziwić, że Stachu do niej nie wróci bujając się na parapecie w foliowej torebce zamiast na fortepianie. Muszę jednak zmienić muzykę, tym bardziej, że pełnia się zbliża, a więc znów okrutny potwór, co w dzieciństwie straszył, krwią mi plując w oczy, w jednej chwili ciszę przeinaczył w rechot tych czarownic o zgrzybiałych licach w szyderczym uśmiechu we mnie wymierzonym.

***

Nie, nie! Miałem coś napisać. Coś, co wymyśliłem w nocy i nawet pod kołdrą na telefonie komórkowym zarysowałem z lekka, by nie zapomnieć, ale doszedłem do wniosku, że skoro ludzkość w galopującym tempie cofa się w rozwoju, to to, co wymyśliłem w nocy będzie dla niej już bardzo trudne do zrozumienia po upływie kilku godzin od mojego wymyślenia.

Agencja NASA przyznała się do tego, że w obecnej chwili nie dysponują już ani technologią, ani naukowcami pozwalającymi na dokonanie wyprawy na księżyc. I nie ma się co temu dziwić, skoro obecny absolwent uniwerku jest na poziomie absolwenta szkoły zawodowej z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. To z kim i o czym ja mam rozmawiać? O jakich książkach, filmach, muzyce? Nie, nie róbcie sobie jaj, aż takim relatywistą nie jestem, mimo przyjaznego nastawienia do publiki i dużej wyrozumiałości nie będę robił z siebie frajera.

Za pierwszą swoją wypłatę jako młody chłopak mogłem sobie kupić 1300 paczek papierosów (w dupie mam to czy palenie szkodzi), a wy mi teraz mówicie o dobrobycie. Na randkę szedłem z dziewczęciem w tak pięknej sukience, że nawet snów już nie macie tak kolorowych, choć w sklepach trudno było cokolwiek kupić. I mogłem z nią rozmawiać o wszystkim, nawet o piłce nożnej. A ciastko to było ciastko, słodkie, co najmniej jak jej usta i majestatyczne w swej wielkości jak Latający Holender.

I nie pieprzcie mi, że to tylko dlatego, że byłem młody. Bo aby tak mówić, trzeba mieć coś ciekawego do pokazania, to coś z młodości, co w człowieku młodym pozostało, przez co może być twórczym i pożytecznym. Zdolnym się rozwijać, nie ulegając tak ochoczo kłamstwom zwanym modami. Cool trendi i inne manipulacyjne swędy, z pseudo dobroczynnej agendy dla pasożytów. Czyniące z młodych, wykształconych, z w wielkich miast, bezmyślne cyborgi, tęczowe muchomory sromotnikowe udające beztroskie parasolki w tym kisnącym rosole zwanym postępowością.

Reklamy


Dodaj komentarz

Wesołe miasteczko. Poranek

Włodek Małkowski

Ilustracja: Sigmablade

Też mi odbiło o piątej rano, aby oddać się takim rozmyślaniom: Dobrze zorganizowane społeczeństwo, to takie, w którym zróżnicowane indywidualności są na swoim miejscu, nie zagrożone przymusową homogenizacją. No dobrze, ale czy ja jestem na właściwym miejscu? Tak szczerze i bez pretensji do świata?

No cóż, mogłoby być gorzej. Przecież całkiem przyjemnie zdołałem się przespacerować w pidżamie wokół nie mojego domu i z kotem się przywitać. Kawa już zaparzona, i ta świadomość, że jednym kliknięciem zdołałem bez trudu natrafić na muzyczną indywidualność, aby przy papierosku sobie porozmyślać o dobrze zorganizowanym społeczeństwie.

I jednak mimo bezmiaru osobistych niepowodzeń jest ze mną ta nieokreślona wdzięczność dla tych, jakże często, anonimowych indywidualności, które sprawiły, że teraz przy tej muzyce jest mi nie najgorzej.

W jednej chwili milczącym na szczycie góry stojąc, a to nad morzem, a to zbierając kwiaty na pustyni widzę ich przepływające twarze starając się uchwycić spojrzenia tych, którzy mi to szczęście uczynili. Więc o co tyle krzyku?

Pozdrawiam nauczycieli, poetów, sportowców, muzyków, a i z kotem też się przywitałem. A jak bardziej mi odbije to wsiądę w tej pidżamie na rower i pogalopuje do kaczek, a niech się publika dziwuje. Kaczki i tak się ucieszą, kiedy rozsypię im na brzegu trochę kaszy. Dobrze zorganizowane kacze stado, gdzie kaczor i kaczorki są na swoim miejscu. A pies bezpański rozradowany niecodziennym widokiem pogna za mną z ujadaniem aż do samej bramy. Nie pogniewam się na niego, nie pierwszy raz to robi, a nawet rzucę mu za siebie cukierka akceptując jego psią indywidualność w dobrze zorganizowanym społeczeństwie o piątej rano, kiedy mnie naszło na takie rozmyślanie.

I tak doczekam chwili, gdy wystawioną przed dom wodę przeniknie poranny wietrzyk i słońce ogrzeje, nim oddam jej swoją twarz, dłonie i stopy. Bez pretensji do świata, o to, że nie potrafię pragnąć więcej, zadowalając się tym, co jest dla mnie wszystkim.


Dodaj komentarz

Wesołe miasteczko. Sportowy duch i LGBT

Włodek Małkowski

Wydaje mi się, że dobre odnoszę wrażenie, a skoro dwa razy mi się tak roi w głowie, to jest to coś więcej, niż czyjeś tylko jedno rojenie.

Żeby nie było, że mi się tak tylko niby wydaje, to moje wydawanie, bez uprzedniej konsultacji dwukrotnej z tym, co mi wydawało i aby nie było już wątpliwości, co do mojego wydawania, oświadczam po raz trzeci, że: Podobał mi się mecz siatkówki kobiecej!

Wiem, że to nie ten rozmach, co męska siatkówka. Wolniej biegają, niżej skaczą, piszcząc przy tym, jakby je ze skóry obdzierali, ale za to są zgrabne i pięknie się uśmiechają. Do tego stopnia, że nikt z publiki nie ma wątpliwości, że są kobietami. Bo to kobieca siatkówka i żadne opcje LGBT nie są tam dopuszczalne. Dzięki temu męska część publiki się uśmiecha.

A tyle naturalnych niewymuszonych uśmiechów tu i teraz, w tym miejscu rzeczywistości sprawia, że nie mam już więcej wątpliwości, co do tego, czy dobre odnoszę wrażenie, że to miło, kiedy tak mi się fajnie zdaje, że sympatyczne jest to moje wydawanie, skoro nawet mimo przegranej 3 do 2 i tak przyjemne jest to moje wydawanie. I sam się uśmiecham, na samą myśl, jakie to dla kosmosu pozytywne muszą być skutki tylu uśmiechów.

Mam nawet podejrzenia, że i tam, i przed, i potem, też się będę uśmiechać ze względu na zaistnienie tylu niewymuszonych, nie na pokaz, naturalnych uśmiechów, choć siatkarki wolniej się poruszają, niżej skaczą i piszczą, jakby je kto ze skóry obdzierał.

I to nic, że przegrały z Włoszkami 3 do 2, bo Włoszki przecież też niczego sobie się uśmiechały.

Niewykluczone, że jakiś smutny meteor pędzący wprost na nas zauroczony tymi uśmiechami też się roześmieje i minie nas zabawną parabolą pozdrawiając fikuśnym fikołkiem, co w NASA odnotują jako coś niespotykanego, a mądrzy fizycy zaczną opracowywać przebiegle skomplikowane równania i teorie, aż czarna dziura zarechocze nad ich mądrościami wszystkimi przepadłymi uśmiechami, uwalniając je nagle radosnym promykiem.

I znów NASA odnotuje, i znów ci poważni fizycy… gdy ja tymczasem w starej kamienicy zapodam im jednolitą teorię względności głupkowato się uśmiechając. Tak mi się właśnie wydaje.

Mi się tu tak fajnie wydaje, a ci z Ikea znowu:

-…
-…
-…

No i, o co ten szum? A chodźcie sobie po Ikei z Biblią, i na głos ją cytujcie, skoro tego potrzebujecie. Nie ma zakazu czytania na głos książek, tak, jak nie ma zakazu prowadzenia w czasie zakupów durnych gadek. Kto chce, subtelnie może nawracać personel lub wyganiać demony, ale tak, aby nie utrudniać bardziej niż ci, co durne gadki prowadzą. Wszystko w granicach przyzwoitości i wolności słowa.

Ja też może udam się do Ikei po wiertarkę i będę półgłosem nucił jakieś ustępy o podstępnych sodomitach, pozdrawiając życzliwie mijającego mnie Nargala, który być może wpadnie po śrubki do trupiej główki. Mogę mu nawet palcem pogrozić, ale tak tylko w granicach przyzwoitości, ze zrozumieniem i życzliwością. Aby chłop się nie rozproszył.

I może go olśni, i zdecyduje się na zawiasy zamiast śrubek. A zawiasy mogą się przecież do drzwi przydać.

A może mnie też olśni i zamiast wiertarki nabędę korkociąg. Do butelki czerwonego wina mi się przyda…

No i o co ten szum? Trzeba przywrócić chłopaka do pracy.

Podajcie sobie ręce, z uśmiechem na ustach, jak na boisku i gramy dalej.