Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Wesołe miasteczko. Zagadnienia naukowe

Włodek Małkowski

Vladimir Kush – Spiral of Time

Nie mogąc zasnąć zastanawiałem się nad zagadnieniami naukowymi. Czy Ziemia nasza kochana jest płaska czy jest kulą? A może w kuli żyjemy? Nigdzie nie ma na ten temat rzetelnych informacji. Nie mogę przecież dawać wiary temu, co w książkach napisane i w telewizji powiedziane. Skoro twierdzi się tam, że na przykład taki Bolek, dzięki temu, że wygrywał w totka, to przez mur przeskoczył i komunizm obalił. Przecież w coś takiego, to nawet dzieciaki mojej siostry nie uwierzą. Te źródła są niewiarygodne i nie należy na nie zwracać uwagi.

Jak naprawdę jest z tą grawitacją? Przecież to, że coś spada, nie jest dowodem na istnienie grawitacji, jeśli tylko założymy, że spada, bo ma właściwości spadkowe. A to, że ponoć tam wysoko już nie spada, nie jest udowodnione, gdyż może spadać w inną, nieznaną nam stronę, nie rezygnując ze swoich właściwości, a jedynie je modyfikując. Czyż z ludźmi nie jest podobnie? Jak tylko nabiorą pewnego pułapu, to im się kierunki zmieniają.

Ruch wirowy to może być też niezła ściema, gdyż woda spływająca, oprócz właściwości płynno-spadkowych, ma jeszcze skrywane właściwości krętne. Nie można jej odmówić prawa do tych właściwości, więc może dlatego z radości kręci się, to w lewo, to w prawo, w zależności od właściwości miejsca, w którym przebywa. Podobnie jest z ludźmi, na przykład pomyślcie tylko, jak pięknie się kręcą dziewczęta na skutek ich urokliwych właściwości pokrętnych.

I tak sobie dumałem i dumałem, aż zaskoczył mnie poranek i jakoś nie zauważam tego, że Ziemia nasza kochana wiruje z szybkością ponad 160 tysięcy na godzinę. Gdybym to powiedział chłopu na wsi, to by odrzekł, że to niemożliwe, gdyżby mu dach ze stodoły porwało, a to już niebezpieczne: idziesz sobie spokojnie w sobotni poranek ulicą, a tu nagle dachy ze stodół latają nad głowami. Ale co tam, skoro ta nasza Ziemia i tak jest kochana. A niech się kręci, ja jej nie żałuję, bo każdy się musi trochę pokręcić.

Ziemia nasza kochana przez wszechświat mknie, czemu nie należy się dziwić, bo ma ona właściwości lotne. I niech sobie leci, co jej będę żałował, skoro każdy musi sobie trochę polatać, pospadać, pokręcić się i popłynąć, spłonąć i ujść z dymem, iskrą z popiołu powstać, kwiatem zapachnieć od nowa i kogoś przytulić, pocałować.

Tyle jest informacji w istocie każdej rzeczy. Wiem coś o tym, bo będąc dzieckiem obserwowałem godzinami przedmioty i nawet z nimi rozmawiałem, ale potem mi zabronili, a teraz już tak nie potrafię. Ile taki Rilke spędził godzin obserwując panterę, aby wiersz o niej napisać, jak się kręci, wznosi i opada. Boże, co oni mi zrobili, że już tak nie potrafię? Powtarzali, że nie potrafić każdy może, a potem ci sami ludzie powiedzieli mi, że już się do niczego nie nadaję. A przecież potrafiłem, jeszcze mam w sobie tego odrobiny i się tego nie zaprę, cokolwiek o mnie nie powiecie. I lubią mnie zwierzęta, morza i rzeki, a czasem to nawet ludzie też mnie lubią. I ja ich też lubię Ziemio nasza kochana.

@W.M

Reklamy


Dodaj komentarz

Wesołe miasteczko. Wymądrzanie się, skowronki i poemat o Brodnicy

Włodek Małkowski

zaprawdę powiadam ci
nim trzy razy kur zapieje
ty z głupiejesz
i po trzykroć
zaprzesz się tej swojej głupoty

Jan Marcin Szencer – Ptasie radio

Wiem, że to już koniec dnia, bo za pięć minut północ, ale dopiero teraz znalazłem trochę czasu, by wam naubliżać, wcześniej byłem zajęty rozważaniami nad marnościami tego świata, które wam się nawet we łbach nie mieszczą.

Wstaję o poranku, a tu jedna z drugim i się mądrzą, choć tak naprawdę, to nic ciekawego nie mają do powiedzenia. Bo jak tak można już o świcie pyskować? A z ptaszkiem wpierw porozmawiać, to nie łaska?

Taki skowronek to nawet w nocy dziób pruje: Włodek, Włodek, Włodek… To co mam robić? Siadam i słucham do świtu tych jego treli. Czasami chce mi się płakać, ale przy skowronku mi nie wypada. Wdzięczny jestem za noc spędzoną ze skowronkiem i żadnych mądrości mi nie trzeba.

Bo taki ptaszek na pewno ma coś ciekawego do powiedzenia, więc należy go wysłuchać, w szumie drzew też coś istotnego jest, a i deszcz niegłupio o parapet stuka.

Ale nie, bo wy wolicie te wasze brednie wypisywać. Zamiast o poranku kwiatek w doniczce pocałować i choć chwilę z nim pożartować, tak jak ja, co ranek robię.

Ha! Właśnie przed chwilą dostał ode mnie buziaka i tak się rozrasta, że znowu muszę kombinować większą doniczkę, ale tak to już jest z kwiatkami. Co tam. To tylko doniczka. Gdybym kobietę pocałował, to zaraz by zażądała większego mieszkania. A ja skąd jej wezmę mieszkanie? To jedyny powód, przez który unikam kobiet. Chcę mieć spokojną głowę, aby móc rozmyślać nad zawiłościami świata.

Jak tylko się obudzę muszę wyjść, zanim w mądrościach waszych utknę…

I wyszedłem o poranku. Tak, jak to ludziom na wiosnę się zdarza. Spotkałem przyjaciela, bo to też się zdarza i udaliśmy sie do sklepu po piwo, a w sklepie podszedł do nas potężny facet i przytulił mojego kumpla, a potem, gdy chciałem mu tylko podać rękę, też mnie przytulił, co mnie przeraziło. Następnie nakazał, by podano nam na jego koszt cokolwiek sobie zażyczymy. Wzieliśmy tylko po dwa piwa, a on nas zabrał do zaczarowanego ogrodu.

Tam okazało się, że też bardzo lubi ptaki i w związku z tym ma z kotami na bakier. Potem rozmawialiśmy o lisach i pszczołach, a ja idiota, ujęty jego normalnością, obiecałem mu, że mu tu kwiaty posadzę, bo mam siostrę, która mi o kwiatach opowie. Potem gdy zorientował się, że jestem pierdolniętym poetą, oświadczył, że mam mu natychmiast powiedzieć jakiś wiersz o Brodnicy, w której mieszka. O rzekach, jeziorach, ptakach i żabach… Plotłem coś aż usiadł i przesłaniając twarz dłońmi zapłakał. Potem zażądał bym w ciągu dwóch tygodni miał o Brodnicy gotowy poemat.

Chciałem zaprotestować, ale mój przyjaciel skinieniem głowy dał mi do zrozumienia bym wyraził zgodę na ten poemat, bo mogę dostać po mordzie. Zacząłem improwizować plotąc coś o Brodnicy, o której nie mam pojęcia, aż on znów usiadał na plastykowym krzesełku i zasłaniając twarz rękoma rozpłakał się powtarzając:

– O Boże! Jak ten jebnięty pięknie mówi o mojej Brodnicy.

Dobrze, pozbieram materiały i napiszę coś pięknego o tej pieprzonej Brodnicy, bo mnie tu kurwa zabiją…

Uratował mnie telefon. O 22 zadzwonił i dowiedziałem się, że mam spotkanie pod jezuickim kościołem przy kapliczce, tam, gdzie skowronek pięknie śpiewa.

Boże, dzięki ci za skowronki!

Kochani w każdym mieście są skowronki, pisał o tym nieprzypadkiem Szekspir. Zabierzcie dzieciaki o poranku na śpiew skowronka, wyrywając je z internetowej głupoty. Zobaczycie jakie będą uśmiechnięte całą gębą….


Dodaj komentarz

Wesołe miasteczko. Światowy dzień walki z tolerancją

Włodek Małkowski

I żyli sobie tam szczęśliwie, aż pojawił się wąż domokrążca i nakłonił kobietę, by włączyła telewizor, a ona swojego mężczyznę, szepcząc mu coś o transmisji meczu. I zobaczyli tam takie świństwa, że aż zawstydzili się swoją nagością. Ona zamówiła różową parasolkę, a jemu spodobały się błękitne kalesony. I paradowali tak po gaju, a że wyglądali bardzo głupio w tym bezguściu, to zostali przegnani. I odtąd muszą ciężko pracować, by opłacać wężowy abonament.

A ty do jakiej należysz sieci?

Nie zwlekaj! U nas w 666 aż do świąt wielkanocnych wszystkie kanały w promocji.

Bez cenzury i konwenansów przeciwko kulturalnemu chamstwu –
razem młodzi przyjaciele w świątek piątek i niedzielę!

*

Odkąd pamiętam, a więc od wczesnego dzieciństwa, zawsze dokonywali na mnie mordu. Zazwyczaj w dzień, w ciemności miałem trochę wytchnienia, by pobawić się snami. Kiedy do tego doszło, to oddalałem się gdzieś w odosobnienie (piwnica, ostatnie piętro klatki schodowej) i tam czekałem, aż owe zdarzenie zblednie i błękitna krew się rozpłynie, bym mógł wrócić między nich, tak, jakby nic takiego nie miało miejsca.

Umniejszony o czerń ziemskiego życia wzrastałem światłem, czując jego blask na swojej twarzy. Mordowali mnie błękitnym i gwiaździstym niebem, czasem wdeptywali w ziemię. Ale do ziemi nie mam pretensji, kocham ją za las. Nie chciałem, by się wstydzili tego, co robią, więc milczałem na osobności. Ich wstyd sprawiał mi ból, a nawet wprawiał w poczucie winy.

Z czasem nauczyłem się tak do nich powracać, że zdawałem im się bardziej na ich podobieństwo. Zmieniali wtedy sposoby mordowania, aby nie było aż tak oczywiste, że mordują. Im bardziej stawałem się do nich podobny, tym bardziej byłem martwy i światłem stawałem się pragnąc wytchnienia w ciemności. Ale ciemności było coraz we mnie mniej. Doszło do tego, że nawet się mną fascynowali i wtedy ich mord najbardziej bolał.

Obawiałem się, że oszaleję i stronić zacząłem od ludzi. Nie wiem jak to długo jeszcze potrwa, kiedy dopalą się te resztki czarnej materii i zgasnę, aby w końcu jasnym zmartwychwstać.

Zamykam oczy, ale widzę jasność, a z jasności nie powstanę. Muszę choć chwilę odpocząć w ciemności. Jestem zmęczony.

*

Po całym dniu walki z przeciwnościami losu uznałem, że obejrzę sobie film. Zaparzyłem kawy, zapaliłem papierosa i rozsiadłem się wygodnie.

O – jakaś nowoczesna produkcja! Sam zbyt nowoczesny nie jestem, więc może trochę się unowocześnię. Nowocześni aktorzy, nowoczesny scenariusz, muzyka i dialogi. Na dodatek ambitny. Oglądam – pomyślałem.

I co widzę? Jakiegoś głupa przewracającego oczyma i robiącego idiotyczne miny. Mam podobnie – myślę sobie – to znak, że film może być dobry.

Podszedłem do lustra, aby sprawdzić czy jest podobieństwo, rozdziawiłem gębę i czekając na rozwój sytuacji zapaliłem drugiego papierosa.

A tam same głupy. Robią dziwne miny, jeszcze większe głupoty gadają i na dodatek rechoczą jak barany, nie wiadomo z czego. Im głupsze miny robią w tym filmie, tym ja coraz bardziej poważnieję, a nie czuję się w stanie poważnym dobrze.

Zapaliłem trzeciego papierosa, ale do lustra już nie podchodziłem nie chcąc się widzieć w stanie takiej powagi.

Ostatnia scena w 7 minucie i 36 sekundzie; gdy głup kupował bilet, a sprzedawca też głup i ludzie w kolejce same głupy, i kierowcy w samochodach głupy, a w tle głupawa muzyka; przechyliła szale mojej powagi.

Zdałem sobie sprawę, że to nie jest film dla mnie. No bo, gdyby tylko jeden lub dwóch głupów, to uznałbym to za ambitny realizm intelektualny. Może bym nawet maila wysłał z prośbą o przyznanie Oskara, a tak wyłączyłem film.

Puściłem nowoczesną muzykę relaksacyjną, z nadzieją, że się uspokoję i coś nastrojowego napiszę. Po 84 sekundach dostałem drgawek i dobyłem czwartego papierosa.

Szybko zmieniłem płytę na nowoczesną muzykę do kochania i łóżka (tak było napisane). Po 123 sekundzie już mną telepało. Rozsypały mi się wszystkie papierosy.

O nie! Po co mi to?!

OK. Już się uspokoiłem. Już jest dobrze.

Może w końcu sobie spokojnie zapalę i coś napiszę. Do dupy z filmami i muzyką. Nie ma z nich pożytku. A ja nie jestem, aż taki głupi, by głupa udawać tylko dla samego głupiego ogłupienia z ogłupienia.

*

Pewien z wielkich tego świata oznajmił wszem i wobec jakoby woda nie była własnością ludzi. Tym samym nie można od tak sobie zamieniać jej w wino, nie można od sobie tak chodzić po niej i dokonywać nią oczyszczenia bez uprzedniego zezwolenia firmy ,,Monsanto”.

Myślę, że najlepszym rozwiązaniem będzie puszczenie tej firmy z torbami, a jego samego spalenie na stosie jako heretyka. Kto jest za, niech podniesie łapkę w górę, zanim wykluje się bestia z jaja węża.

*

Blisko nam do chwili, w której nazwanie człowieka człowiekiem, to mowa nienawiści w stosunku do zwierząt.

*

Na pewnym etapie, za kpiny przekraczające Rubikon przyzwoitości, można zagwarantować tylko kopa. Przekonały już się o tym słonie Aleksandra Macedońskiego.

Ujmując sprawę kulturalniej – trzeba obudzić społeczną świadomość, żeby zdrowy ostracyzm już małemu dziecku nakazywał splunięcie pod nogi mijanego szubrawcy. Splunięcie to jedyna forma pozdrowienia dająca okupantowi do zrozumienia, że nie ma zapotrzebowania na wybitne elity sprzedawczyków. Żeby każda świnia budząca się o świcie, niezależnie od swojego statusu społecznego, miała jasność, że może być postrzegana tylko jako trzoda chlewna.

Jest to naszym patriotycznym obowiązkiem w stosunku do naszych dzieci, abyśmy byli świetlanym przykładem dla pogrążającej się w ciemnocie Europy. Niech wiedzą, że jednak można jak człowiek przejść ulicą, bez lęku i z godnością, nie nadstawiając ani policzka, ani dupy, nie dbając o oślizłe poprawnością mody i potrzebę sukcesu za wszelką cenę, który niby czyni wolnym.

Czuwaj!!!