Spółki Miejskie


Dodaj komentarz

Olej z Myszy. Uszaty! [part 1]

Piotr Kłosowicz (klosov)

[Proszę Państwa, dysponuję materiałami, które mogłyby wiele wnieść do tej ogólno-narodowej dyskusji, a w razie wątpliwości, zawsze proponuję odnieść się do utajnionych archiwów MM, lub archiwów IPN, a w szczególności do tych części – dotyczących wywrotowej muzyki w czasach PRL]. (sic!). O czym uprzejmie donoszę.

Z Miki Mousoleum rzeczy mają się tak, że właściwie nie mam ich zdjęć.

BrattaTadaDadadam! Gdy muzyczno-performerski show MM jeszcze się odbywał, ja bębniłem, bębniłem i niewiele ponad to mnie interesowało. To, czy rzeczywiście bębniłem słabo – jak powiadają, niech pozostanie sporną kwestią na zawsze.

Skoro, więc nie miałem czasu i możliwości robienia zdjęć w tamtych czasach, (nie było nawet zwykłych cyfrówek czy smartfonów), to próbowałem te wyraźne braki, skompensować sobie znacznie później. W inny sposób. Tak narodził się ten projekt. Prosiłem przypadkowo spotkane osoby, by dla chwały i legendy >MikiM< zechciały pozować do zdjęć przykładając wirtualne i rozpoznawalne uszy do własnych twarzy. Za uszy robiły kartonowe podkładki pod piwo, a większość zdjęć została oczywiście zrobiona po jakichś knajpach. Spędzałem wtedy mnóstwo czasu w knajpach, co lata później, zaowocowało ostrymi zapaleniami trzustki. Odradzam więc.

Za to pozostało trochę zdjęć i zupełnie niespodziewanie okazało się, że pomysł przypadł do gustu fotografowanym, a to co widzicie jest efektem tych zadziwiających sesji. Żeby dodać nieco pieprzu informuję, że od żadnej osoby nie uzyskałem zezwolenia na publikację wizerunku. Myślę, że kilka z nich się rozpozna, a mnie, a co za tym idzie „Spółki Miejskie”, czeka fala cywilnych pozwów. Ale to były inne czasy i mówiąc prawdę, ewentualne roszczenia mam głęboko za uszami!

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21

Reklamy


Dodaj komentarz

Olej z Myszy. Plastickowy

Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Z tego co pamiętam, a pamięć mam nie najlepszą, to zespół Plastic People of the Universe wystąpił we Wrocławiu przynajmniej dwa razy. Byłem na obu koncertach.

Pierwszy odbywał się w bunkrach pod Wzgórzem Partyzantów, dawniej zwanym Wzgórzem Sakwowym, później Wzgórzem Liebicha (Liebich Höhe), a nawet Wzgórzem Miłości. Nie pamiętam, w którym roku był ten koncert, chyba w 1999? W tamtym czasie „wzgórze” było miejscem młodzieżowych schadzek i fajnych wydarzeń. Obecnie, to chyba filia muzeum historycznego? Czyli, nic się nie dzieje.

Wewnątrz było bardzo gorąco, duszno i parno. Tłumy ludności! Przepiękne panny z głębokimi dekoltami, w ludowych czeskich strojach rozdawały „jakieś” kanapki i ciasteczka. Już ich wcale nie potrzebowałem, chociaż były naprawdę pyszne! Ciasteczka i te panny! A tłumy były zachwycone tym poczęstunkiem. Nie sposób było się dostać nieco bliżej sceny. Nie tylko ja bawiłem się znakomicie.

Drugi koncert (który pamiętam) odbywał się w „Browarach” w ramach Festiwalu Wyszechradzkiego w październiku 2006 roku. Przyszło sporo dzieciaków na koncert Armii Budzyńskiego, jakby bez świadomości, co w muzyce, naprawdę rewolucjonizującej historię w naszej części Europy wcześniej się wydarzyło (sic!). Ja przyszedłem właśnie dla Plasticków.

PPU zagrali swoje historyczne numery. Brzmiące mrocznie i bez nadziei, ale było też parę nowych, mocno rockowych, a nawet rozrywkowych. Byłem zachwycony, że potrafią i pięknie dają radę. Ciekawe, że Panowie i Pani byli uśmiechnięci i zadowoleni ze swojego występu, chociaż nikt nie nosił za nich instrumentów, paczek i głośników. Na koniec pozwolili sobie na relaksacyjne piwo, chyba trochę czekając na jakąś reakcję. A tu nic.

Właśnie wtedy wykonałem po raz pierwszy swój „taniec z aparatem” (to mój termin i zastrzegam go sobie!). Biegałem po stołach, chciałem zwrócić uwagę i uzyskać trochę niezwykłych obrazów. Chyba się udało, chociaż zupełnie nie miałem wtedy pojęcia o robieniu zdjęć. Bracia Czesi okazali się cudownie pobłażliwi, a ja do dziś żałuję, że nie miałem odwagi, aby z nimi pogadać.

Wracając do niepamięci. Tego bandu już nigdy nie zobaczymy w całości, w składzie, którego też już nie-pamiętamy!

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)

Zdj. Piotr Kłosowicz (klosov)


1 komentarz

Olej z Myszy. No to siup!

Piotr Kłosowicz (klosov)

Zaproponowano mi udostępnienie moich zdjęć, w „spółkach miejskich”. Zaskoczony, propozycję przyjąłem z entuzjazmem i zadowoleniem. Chwilę później, zastanawiałem się już, w jaki sposób mógłbym pokazywać własne fotki? Jako ilustracje do cudzych artykułów? Jako pełnoprawny i samodzielny materiał? Czy kogokolwiek zainteresują? Zastanawiałem się nad możliwościami pokazywania własnych zdjęć i ewentualną percepcją oglądaczy. Pomyślałem o milionach fotografujących. Niemal bez wyjątku pragnących sukcesu i uznania, a przynajmniej pragnących zrobić świetne fotki. Sam do takich należę. I postanowiłem pokazać zdjęcia zrobione w ciągu kilkunastu minut na wrocławskim rynku, które nazwałem sobie „Everybody Fotkas”, co ma znaczyć – Wszyscy Robią Zdjęcia. Mam nadzieję, że dadzą Wam trochę do myślenia. Oglądajcie uważnie.